Niestety nie mogę ocenić tego doświadczenia pozytywnie. Od samego początku dało się odczuć, że zespół nauczycielski to dość zamknięta grupa trudno było nawiązać bliższe relacje, a nowi pracownicy raczej funkcjonowali na uboczu. Wsparcie koleżeńskie? Raczej iluzoryczne. Prawdziwa współpraca między nauczycielami właściwie nie istniała każdy trzymał się swojego, a integracja była pozorna.
Zdecydowanie najtrudniejszym aspektem pracy był kontakt z działem finansowym. Od kiedy pojawiła się nowa Pani A. o bardzo specyficznym podejściu do ludzi współpraca z tym działem stała się nie tylko trudna, ale wręcz stresująca. Komunikacja była sztywna, momentami wręcz nieprzyjemna, a próby załatwienia nawet prostych spraw kończyły się często poczuciem, że „lepiej było nie pytać”.
Odnoszę wrażenie, że brak pewności w temacie był tuszowany formalnym tonem i chłodnym dystansem. Zamiast chęci pomocy wyczuwało się postawę obronną, jakby każde pytanie podważało czyjś autorytet. Być może pojawiło się poczucie zagrożenia, trudno powiedzieć. W każdym razie efektem było to, że wielu pracowników po prostu unikało kontaktu z tym działem, o ile tylko mogli.
Samo zarządzanie placówką też pozostawiało wiele do życzenia. Brak jasnych zasad, zmienne decyzje, komunikacja tylko „z góry na dół” i właściwie brak przestrzeni na konstruktywną rozmowę. Inicjatywa oddolna raczej nie była mile widziana szkoda, bo w edukacji to przecież kluczowe.
Szkoda też, że odeszło kilka naprawdę wartościowych osób otwartych, kompetentnych i zaangażowanych. To były osoby, które mogłyby realnie wpłynąć na poprawę atmosfery, ale trudno się dziwić, że w tym środowisku nie widziały dla siebie przyszłości.
Dla mnie osobiście było to doświadczenie, które bardziej mnie zmęczyło niż rozwinęło. Ale przynajmniej wiem, czego unikać w przyszłości i jakie środowisko pracy sprzyja rzeczywistemu rozwojowi zawodowemu.