Nic pozytywnego nie mogę powiedzieć o tej firmie. Wspomniane już kółko wzajemnej adoracji - jak najbardziej prawda! Od samego początku jesteś ten gorszy i nic tego nie zmieni.
Rozmowy roczne są prowadzone w taki sposób, aby jak najbardziej zniechęcić / zastraszyć pracownika (aby to przypadkiem podwyżki nie zawołał). Nawet argumentacje "a inflacja?" - "nas inflacja nie interesuje".
Podczas rozmowy rocznej zostało zadane mi pytanie na temat jednego niewypełnionego celu na miniony rok - odpowiedziałem szczerze, że matka zachorowała na raka trzustki, zostałem okradziony i ktoś brał na mnie chwilówki, potem nagle wujek z ciotką też mają raka... Odpowiedź? "Mojego syna kosiarka ostatnio przycięła i jakoś wszystko zrobiłem".
Kilkakrotnie podczas pracy usłyszałem od bezpośrednio przełożonego tekst "KBJ to nie organizacja charytatywna" np. przy wspomnieniu podwyżki.
Co więcej, sam musiałem zwracać kilkukrotnie przełożonemu uwagę na temat tego, jak się do mnie odzywa. "Ja (usunięte przez administratora) co to (usunięte przez administratora) ma być? Juniorem już nie jesteś!" usłyszałem, kiedy zapomniałem jakieś testy puścić. A w zasadzie byłem wtedy u nich juniorem już od kilku lat, byle nie dostać podwyżki.
Przez team leadera z kolei czułem się dyskryminowany ze względu na wygląd. Złośliwie komentował każdą zmianę we mnie - włosy, wąsy, cokolwiek. Przy okazji, ten człowiek miał mi początkowo pomagać wdrażanie się w temat Fiori i jedyna odpowiedź, jaką od niego dostałem po 3 miesiącach pracy to https://google.pl
Z kolei osoba odpowiadająca za wypłaty w tej spółce, na 99% pójdzie na koniec miesiąca na dłuższy urlop. Kilkakrotnie moje pytanie o dofinansowanie okularów było olewane. Z kolei prośby o szybszy przelew przez tą panią nie są chyba rozpatrywane w ogóle - prosiłem, pisałem. że pilnie potrzebuję pieniędzy na lekarza i leki antypadaczkowe. Oczywiście odpowiedzi i pieniędzy brak, a ja już po jednym ataku. Czy Cię to Panno na literę K. bawi?
Nie można jeszcze nie wspomnieć o imprezie pożegnalnej. Nowy team leader napisał mi rano "jak skończysz to wrzuć zmiany na git". No i w sumie bywało różnie, ale to może tylko moje fanaberie, że szef, z którym pracowałem powinien napisać choćby "nara"?. A tu niespodzianka! Do 16:00 przemknęło mi tylko kilka maili z tytułem "pożegnanie X", "pożegnanie Y", "pożegnanie Z". A ja o zakończeniu pracy dowiedziałem się banem na teamsach ;) wnioski wysnuwają się samer