Z przykrością jestem zmuszony tutaj podzielić się nie pierwszym przykrym doświadczeniem w tego typu "firmie" jaki był moim udziałem, ale tym razem ta "firma" przebiła wszelkie możliwe standardy w upokarzaniu i manipulowaniu zwykłym człowiekiem.
Aplikowałem we Wrocławiu na stanowisko związane z badaniami publicznymi, lecz na rozmowie menager zaproponował mi stanowisko promotora i przedstawił pracę jako coś w rodzaju poważnych spotkań biznesowych w celu pozyskania możliwości sponsorowania w różnych firmach.
Następnego dnia roboczego po rozmowie rekrutacyjnej, na której werbują "jeleni" takich jak ja, została mi wyznaczona w biurze osoba, której miałem się bezkrytycznie słuchać i wykonywać wszystkie jej polecenia - co już wywołało u mnie duży niesmak, lecz postanowiłem przynajmniej przekonać się, na czym faktycznie polega praca, bo jeszcze miałem cień nadziei na coś lepszego, niż naciąganie ludzi i chodzenie po prywatnych mieszkaniach, czego praktycznie już nikt poza listonoszami i tego typu "firmami" nie robi.
Okazało się, że nie dość, iż dopiero po dojechaniu tramwajem do centrum handlowego "Wroclavia" i godzinnym śniadanku w McDonaldzie, które urządziła sobie ta osoba faktycznie nie od szkolenia mnie, a od szczucia na mnie - Ukrainka mieszkająca prawdopodobnie już długie lata w Polsce i jej kolega z "zespołu", której wg niej i menadżera miałem być całkowicie posłuszny. Okazało się, że posłuszny aż do tego stopnia, że podczas, gdy ona zajadała, ja spojrzałem na telefon, aby sprawdzić, która jest godzina, to napadła na mnie z pretensjami, że nie wolno mi używać telefonu (nie wiem, od kiedy ktoś za mnie ma prawo decydować o takich rzeczach i to jeszcze poza czasem pracy, gdy kompletnie niespiesznie zajadała McWrapa i kazała mi na siebie czekać), a gdy wychodziliśmy z galerii handlowej, pomimo moich wcześniejszych i bardzo konkretnych pytań odnośnie pracy (większość z nich przemilczała lub odpowiadała w bezczelny, zbywający sposób) okazało się, że mamy chodzić nie po firmach, a po niczemu i nikomu niewinnych ludziach i praca ma polegać na agresywnych metodach kwestowania na fundację, ponadto osoba ta była do tego stopnia bezczelna i arogancka, że gdy założyłem maseczkę w sklepie, gdzie robiła zakupy i mimo to ubzdurała sobie, że nie wolno mi się oddalić na odległość większą niż 2 metry, stwierdziła, że nie wierzy w pandemię i nie potrafiła uszanować tego, że przestrzegam elementarnych zasad współżycia społecznego w czasie pandemii i choćby z szacunku do przepisów i ludzi noszę maseczkę w zamkniętych pomieszczeniach typu sklep - do tego stopnia to prowadziło, ogólnie mówiąc jeden wielki mobbing, wszystko się jej nie podobało, zostałem potraktowany jak zwyrodnialec co najmniej jakiś, z buta tak, jak nigdy. Jeszcze na koniec stwierdziła, że nie chciałaby ze mną w ogóle pracować, bo to jest jej zespół i to ona o tym decyduje, nie menager i wymyśliła, że nie byłem uważny przy jej 2-minutowym gadaniu (z którego dowiedziałem się jedynie o nazwie i metodach zbierania pieniędzy dla fundacji oraz o tym, że mam liczyć białe buty) i wyrzuciła mi po raz kolejny to, że wierzę w pandemię koronawirusa i zakładam kiedy trzeba maseczkę.
Postanowiłem jednak nie reagować specjalnie, gdyż nic by to nie wniosło, takich ludzi kultury się nie nauczy.
Podziękowałem i pokręciłem głową i po prostu odszedłem.
Kobieta nie miała się na kim wyżyć, to ja padłem jej ofiarą.
Na szczęście straciłem tylko 2 godziny z życia i mam kolejne doświadczenie, ale chyba wyjątkowo cenne, bo pokazuje, jak "firma" nie liczy się z człowiekiem, manipuluje i mobbinguje na wszelkie sposoby.
Zadzwoniłem niezwłocznie po opisanej powyżej scenie do firmy i powiedziałem w mocnych słowach, co o nich myślę.
Może to da im coś do myślenia.
OMIJAJCIE TĄ I INNE TEGO TYPU FIRMY SZEROKO!