Pracuje w Randstadzie jako Sourcing Recruiter od kilku miesiędzy. Początkowo firma robiła bardzo dobre wrażenie ale z czasem pojawił się niesmak i rozglądanie się za nową pracą z uwagi na poniższe punkty:
- Micromanagement - dziennie multum wiadomości od różnych panikujących osób, które albo nie znają procesów albo nie zaglądają do trackerów i skrzynki odbiorczej z wszystkimi update'ami
- Brak work-life balance - praca 40 godzin tygodniowo to dla tej firmy fanaberia
- Toksyczna kultura pracy - niezdrowa rywalizacja między współpracownikami, promowanie przesadnego zaangażowania w pracę. Niektórzy otwarcie chwalą się, że zaczynają o 3 w nocy albo kończą o północy w sobotę.
- Brak zainteresowania pracownikiem, tym czy nie ma za dużo pracy i ogólnym samopoczuciem - kontakt z pracownikiem tylko wtedy kiedy nie dostarcza targetów
- Brak wsparcia team leaderów w rozmowach z klientami i account managerami. - Wiele z nich rozkłada ręce i odsyła do sourcerów kiedy klient ma wymagania niezgodne z procesem (np. opóźnianie dostarczania kandydatom informacji zwrotnej po rekrutacji) a jako pracownik najniższego szczebla mam bardzo ograniczone pole manewru. Mimo to naciska się ciągle na "proaktywność w budowaniu relacji biznesowych".
- Brak otwartej komunikacji - pracownicy są o wszystkim informowani na ostatnią chwilę o decyzjach które wyraźnie będą wpływały na ich warunki pracy. Od początku u mnie była ustalona praca 8 godzin dziennie z możliwością zaczęcia między 8-10. Któregoś dnia nagle weszła zmiana i teraz moje godziny pracy to 8:30-17:30 z obowiązkową godzinną przerwą.
- Normalizowanie brania nadgodzin i braku płatności za nie
- Bagatelizowanie wojny w Ukrainie nazywając ją "konfliktem" w firmowym intranecie
- Często zmieniający się team leaderzy - nasz zespół stracił 2 team leaderów w ciągu zaledwie kilku tygodni. Teraz nie mamy team leada w ogóle.
- Zmuszanie pracowników przez kadrę zarządzającą do udziału w nieobowiązkowych aktywnościach bez względu na to kto ile ma pracy - Mając mnóstwo ważniejszych zadań do wykonania, nasz zespół musiał brać udział w konkursie na stworzenie opisu na welcome pack dla nowych pracowników, konkurując z zespołem rekruterów. Byliśmy motywowani pisemnymi wyrzutami sumienia, że drugi zespół dostarczył więcej fajniejszych propozycji.
- Niejasna struktura firmy pełna akronimów w nazwach stanowisk i zespołach, które tworzą dodatkowy chaos w komunikacji z account managerami, którzy często nie mają pojęcia o tej nowomowie.
- Nakłanianie do tworzenia baz kandydatów bez konkretnego celu rekrutacyjnego, z uwzględnieniem wrażliwych danych.
- Wysyłanie wiadomości przez panią Hiring Director po godzinach i reperkusje kiedy nie są odczytywane.
Niejednokrotnie otwarcie rozmawiałam z managementem o powyższych problemach natomiast bez znaczących skutków. Zauważyłam, że firma jest zdecydowanie bardziej skupiona na tworzeniu fałszywej otoczki na LinkedInie by przyciągnąć jeszcze więcej ludzi zamiast utrzymać obecnych pracowników i pomóc im rozkwitnąć. Zarówno rekruterzy jak i sourcerzy robią fantastyczną robotę ale kosztem ciągłej kontroli, nierealistycznych wymagań oraz presji na targety. Przykro mi patrzeć jak z czasem zarówno mój jak i ich potencjał gaśnie przez przeciążenie pracą.