Były pracownik31.08.2024 15:09
Były pracownik
Widze, ze opinie odnośnie pracy w tej firmie są różne. Jako jeden z byłych pracowników, mogę potwierdzić, ze większość negatywnych oraz pozytywnych opinii jest prawdziwa.
Racja, wypłata zawsze w La Baguette była wysyłana na czas, nie było również nigdy problemu odnośnie jej wysokości. Nawet jeśli zaistniała jakaś pomyłka to była ona bardzo szybko rozwiązywana.
Jeśli chodzi o udawanie się po pomoc do szefowych, nie uważam, żeby kłamstwem było, że zawsze służą one pomocą i są chętne do rozmowy. Problemem jest ich sposób traktowania pracownika, przez co większość po prostu boi się takiej pomocy u nich zasięgnąć.
Gdy jeszcze byłam pracownikiem ogromnym wsparciem były menagerki, z którymi zawsze mogliśmy porozmawiać, czy chodziło o problemy w teamie, czy z czymkolwiek innym.
Problemem dla mnie zawsze był system premiowania w tej firmie, nie wiem czy został on zmieniony, ulepszony, cokolwiek. Spotkałam się kiedyś ze stwierdzeniem, że ‘premia uznaniowa’, dla pracowników, którzy wykazują większe zaangażowanie względem innych, nie może zostać przyznana dwa miesiące pod rząd. Jedna z szefowych uzasadniła to stwierdzeniem, że jest to ‘rozpuszczanie pracownika’.
Czyli w tej firmie, opłaca wam się miesiąc starać, aby w następnym robić tylko obowiązkowa podstawę.
System premiowania na punkcie na zablociu też był średni. Nie chce przytaczać konkretnych liczb, ale porównując je do ogromu pracy, który był wykonywany w weekendy, ta premia była okropnie mała. Często bylysmy tylko we dwie na zmianie, gdy potrzeba było co najmniej trzech osób, nie miałyśmy czasu iść do łazienki, kończyła się zastawa, której nie było nawet kiedy umyć. Gdyby nie nasze dobre relacje z kuchnią, która czasem miała chwilę aby pomóc nam, byłoby to niemalże niemożliwe do ogarnięcia. lość obowiązków była dla 3/4 osób, podczas gdy my wszystko robiłyśmy we dwie i dostawałyśmy za to grosze. Nic dziwnego, że zawsze był problem z obstawieniem grafików na weekend, nikt nie chce pracować za dwie osoby bez należytej premii.
Ulubionym zajęciem szefowych jest chyba siedzenie na monitoringu i ciągle sprawdzanie swoich pracowników. Pamiętam sytuacje, w której jedna z pracownic jadła jeden z produktów na swojej zmianie, a po chwili menagerka otrzymała telefon aby sprawdzić, czy na pewno ten produkt został opłacony. Rozumiem obawy pracodawczyń jeśli chodzi o uczciwość pracowników, do każdego trzeba podchodzić z odpowiednią rezerwą. Jednakze nigdy nie zrozumiem tego, że produkty, które miały iść na tzw.’straty’ nie mogły być brane przez pracowników do domu. Dosłownie te rzeczy lądowały w koszu i szły na zmarnowanie, ponieważ według szefowych zabieranie ich równało się kradzieży. Nie dziwiłoby mnie to gdyby tak było zawsze, ale nie było. Kiedys nie było z tym najmniejszego problemu. Gdy zostawały nam dwie bułki, których cena wynosiła 1zl, musiałyśmy prosić jedną z szefowych o pozwolenie, czy możemy je wziąć do domu.
Na początku mojej pracy tam, normalnym było, że gdy kanapki się nie sprzedały to zamiast wyrzucać je do kosza tym samym marnując jedzenie, możemy je wziąć do domu i zjeść na kolację. Nie wiem, co zmieniło tak nastawienie szefowych, czy naprawdę wolicie aby wasze produkty lądowały w koszu?
Tak naprawdę mogłabym pisać i pisać, bo historie o tej firmie nigdy się nie kończą i z każdą następną stają się bardziej absurdalne.
Pracę w tym miejscu wspominam dobrze, jedynie ze względu na zespół, który był wtedy wspaniały.
Gdyby ktoś miał jakiekolwiek pytania to bardzo chętnie na nie odpowiem.