Zaczęło się od szkolenia BHP, które od razu dało mi do myślenia. Zamiast konkretnej wiedzy o bezpieczeństwie, usłyszałam więcej o życiu prywatnym prowadzącej i jej opiniach o obecnym dyrektorze. Już wtedy zapaliły mi się pierwsze czerwone lampki.
Atmosfera w biurze również pozostawiała wiele do życzenia. Codziennością były niepochlebne komentarze o innych pracownikach – i to często o tych, którzy siedzieli biurko w biurko, gdy tylko nie było ich w pobliżu. Nie miałam złudzeń, że skoro na co dzień obgadywano wszystkich wokół, to i ja byłam częścią tych rozmów. Na zewnątrz uśmiechy, a za plecami krytyka.
Moje stanowisko było łączone – customer service i marketing. W praktyce oznaczało to, że musiałam dzielić czas między dwa działy. Zespół CS był sfrustrowany, bo obiecano im dodatkową osobę do pomocy, a dostali tylko połowę mojego etatu. Faktycznym potwierdzeniem, że pracy było za dużo, jest fakt, że po zakończeniu mojej umowy stanowisko rozdzielono na dwa osobne. W trakcie mojej pracy szef (Kuba) uparcie twierdził, że obowiązków marketingowych jest najwyżej na pół etatu. Mam spore doświadczenie w tej branży i nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim przeładowaniem obowiązkami oraz nierealnymi oczekiwaniami, zwłaszcza w okresie wdrożenia.
W tej firmie jawne odmawianie przyjmowania dodatkowych (często nieprzemyślanych i niewnoszących wartości) zadań było źle widziane. Spotkałam się nawet z sytuacją, że jeden szef poskarżył się drugiemu, iż odmówiłam wykonania zadania z powodu braku czasu.
Dzień, w którym miało dojść do rozmowy o ewentualnym przedłużeniu mojej umowy, był jednym z najmniej profesjonalnych momentów w mojej karierze. Sama musiałam zadzwonić i zapytać, kiedy odbędzie się spotkanie. Dostałam termin, ale w dniu rozmowy nie miałam żadnej informacji w kalendarzu. Napisałam do szefa (Kuby), czy spotkanie się odbędzie – nie odpisał. Gdy zadzwoniłam, powiedział tylko, że „już się wdzwania”. Byłam zdezorientowana. Zapytałam koleżanki, której również kończyła się umowa, czy miała już spotkanie. Powiedziała ,że nie, i nawet nie wiedziała, że nasza liderka Karolina idzie na urlop – co było sprzeczne z tym co mówiła kilka dni wcześniej. Podejrzewam, że mogła wiedzieć wcześniej o moim nieprzedłużeniu i celowo to przede mną zataiła.
Na samej rozmowie nie usłyszałam feedbacku dotyczącego mojej pracy, wyników czy KPI. A było o czym mówić – w pół roku wdrożyłam nowy produkt oraz paletę kolorów na rynek polski, zarządzałam organizacją otwarcia fabryki i wydarzeń dla pracowników, prowadziłam kampanie w social media. Mimo tego, feedback sprowadzał się do zarzutu, że „odmówiłam dodatkowych obowiązków” i że „nie byłam dostępna po godzinach”. Według szefa oznaczało to brak elastyczności. W rzeczywistości „elastyczność” w tej firmie oznaczała bycie pod telefonem poza godzinami pracy i realizowanie zadań niezależnie od obciążenia. Jedyną „korzyścią” była możliwość pracy zdalnej, przy czym firma nie rekompensowała kosztów (np. prądu).
Na koniec liderka Karolina stwierdziła, że nie wiedziała, jak nadzorować moją pracę. Tymczasem wszystkie zamówienia w customer service były dostępne w systemie, a koleżanki z działu polskiego były w DW moich maili. Proponowałam nawet wprowadzenie systemu monitoringu zadań – pomysł odrzucono.
Podsumowując: jeśli planujesz pracę w marketingu w tej firmie, przygotuj się na bycie osobistym asystentem szefa, dostępność po godzinach i przyjmowanie zadań bez względu na obciążenie. „Nie” nie istnieje w słowniku pracownika. Możesz aplikować przez adit HR ale firma nie podaje swojej nazwy firmy do której aplikujesz aż do drugiego lub trzeciego etapu rekrutacji.