Wynajmuję pokój od Dobrego Wynajmu w centrum Łodzi. Odliczam tygodnie do konca umowy, bo podpisanie jej było BARDZO złą decyzją pod każdym względem. Ostrzegam przed tą firmą wszystkich, którzy na skutek niewiedzy o sposobie jej działania, rozważają podpisanie umowy, jak niegdyś ja. Moja rada prosto z serca brzmi - nie róbcie tego za żadne skarby...
Umowa jest bardzo długa i szczegółowa. Reguluje właściwie wszystko, co się da – przykładowo, gościa między godziną 22 a 6 możesz mieć nie więcej jak 2 razy w miesiącu. Jako „dowód” na to wystarczy ustne poświadczenie dwóch innych lokatorów, więc jeśli nie daj boże jesteś z kimś w konflikcie to każdy ma w zasięgu ręki banalnie prosta metodę uprzykrzenia ci życia – wystarczy taki donos bez żadnych dowodow (zdjęć, nagrań, czegokolwiek). Konsekwencją za to rzekome „nocowanie”, jak za wszelkie inne odstępstwa od tego, co sprecyzowane w umowie, jest oczywiście kara finansowa. Kary finansowe przewidziane są za bardzo wiele rzeczy, nie sposób ich zapamiętać, musiałabym się wspomóc umową by wszystkie je tu przytoczyć.
Istnieje ktoś taki jak „opiekun mieszkania”. Co tydzień wyznacza om lokatora, który ma posprzątać części wspólne, a następnie przysłac zdjecia swojej pracy. Jeśli czystość nie będzie dla opiekuna satysfakcjonująca to oczywiscie zamiast zwrócić uwagę i poprosić o poprawę wykonanej pracy to na koszt lokatora zamawiana jest firma sprzątająca. Co jakiś czas, oczywiście bez zapowiedzi, opiekun do mieszkania przychodzi i sprawdza czystość części wspólnych, więc poczucia prywatności to tu nie ma żadnego.
Poza kaucją wymagane jest specjalne ubezpieczenie – jakieś „OC najemcy”. Po co, skoro płacimy kaucję? Ano rzekomo ma to służyć na wypadek, gdyby lokator zepsuł coś, czego cena przekracza kwotę kaucji (np. pralkę). Wynajmuję mieszkania od kilkunastu lat i pierwszy raz spotkałam się z takim wymogiem, ale kwota nie była wysoka, więc machnęłam ręką i zapłaciłam to tajemnicze OC najemcy.
Moją uwagę zwróciło również podpisywanie dokumentów niezbędnych do wynajmu, m.in. protokołu, w którym wymienione były wszystkie zawarte w mieszkaniu rzeczy. Podpisanie kompletu dokumentów było warunkiem otrzymania kluczy. Jednak doznałam mieszanych uczuć mając podpisac swoim nazwiskiem, ze w kuchni jest „7 małych łyżeczek, 2 gąbki plastikowy pojemnik na sól (...)”, skoro przecież oglądając mieszkanie 2 tygodnie wcześniej nie liczyłam tych rzeczy ani nie sprawdzałam ich stanu. Pozostało mi w tej kwestii uwierzyć administracji Dobrego Wynajmu na słowo...
Gdy zbliża się koniec waszej umowy, Dobry Wynajem informuje, że, przykładowo „jutro o 12 przyjdziemy obejrzeć pokój z kolejną osobą zainteresowaną wynajmem”. Uważają, że mają prawo wchodzić do mojego pokoju gdy mnie w nim nie ma. Dobrze wiem, że nie jest to legalne. A gdyby zginęło coś wartościowego?
Od dwóch osób, które poznałam mając już (niestety) podpisaną umowę z „Dobrym” wynajmem dowiedziałam się, że odzyskanie kaucji, choćby jej ułamka, graniczy z cudem. Bez znaczenia są zniszczenia czy ich brak. Powód do zatrzymania kaucji firma znajdzie zawsze. Prawdopodobnie trafnie domyślają się, że mało kto pójdzie do sądu walczyć o kaucję o wysokości jakichś 1000 zł, skoro sam prawnik kosztuje dużo więcej.
Poza mną mieszkają tutaj panie z Ukrainy w wieku na oko emerytalnym. Nie obchodzi mnie ani narodowość ani wiek. Problem leży gdzie indziej – panie nie mówią słowa po polsku. Nieraz wykrzykują do mnie rózne rzeczy i raz udało mi się zrozumieć dwa słowa: (usunięte przez administratora) je.bana”. Powodem wyzwiska było to, że robiłam kawę o 6.15 rano, (cisza nocna konczy się o 6, także miałam prawo). Jak myślicie, czy opiekun mieszkania, któremu zgłosiłam incydent, zwrócił uwagę komukolwiek, że nie można nazywać innych lokatorów „jeb.anymi sukami”? Nie wspomniał o tym słowem nikomu. Zdawał mi się raczej porytowany, że mam czelność czegoś od niego chcieć.
Gdy raz byłam chora, mój chłopak kilka dni przynosił mi zakupy i leki. Raz zapukał do drzwi, i odpowiedziawszy przecząco na pytanie „czy pan tu mieszka?” panie zaczęły grozić zadzwonieniem na policję. Ciekawa jestem jak zareagowałany policja proszona o interwencję, gdyż w progu stoi chłopak trzymający torbę z zakupami z Lidla. To zdarzenie również zgłosiłam, ze skutkiem dokladnie takim samym, czyli żadnym.
Czuję się w tym domu coraz bardziej zaszczuta, nigdy nie wychodzę na korytarz, gdy słyszę, że jest tam ktoś inny, żeby uniknąć tutejszego sposobu rozwiązywania problemów, czyli krzyków i wyzwisk.
Widzę teraz, że trochę zboczyłam z tematu, o jakim miał być post, czyli dlaczego nikomu nie polecam umów z firmą o prawdziwie ironicznej nazwie Dobry Wynajem, bo dobry to on nie jest. Mam nadzieję, że moja wypowiedź odwiedzie chociaż jedną osobę od wiązania się z tą wyjątkowo nieuczciwą firmą, która doszła do perfekcji w skubaniu ludzi w pieniędzy w sposób, który nawet nie wydaje się nielegalny. Lepiej wynajmujcie mieszkania od prywatnych osób, którzy będą was traktować jak ludzi a nie jak idiotów i bankomaty.