Zdecydowałam się na współpracę z firmą mimo niższej stawki niż w poprzedniej pracy, ponieważ zależało mi na rozwoju w obszarze AI oraz na środowisku pracy opartym o realną kulturę feedbacku, która była mocno podkreślana na etapie rekrutacji, ale też potem przez pierwszy miesiąc. Więc początkowo tylko się utwierdziłam, że dobrze zrobiłam zmieniając pracę.
Na początku było naprawdę dobrze – bardzo miła atmosfera, dużo życzliwości, integracji, wspólne kawy, rozmowy. Dostawałam sygnały, że dobrze pracuję, że fajnie, że jestem zaangażowana. Sama też wychodziłam z inicjatywą – zgłaszałam dostępność, dopytywałam, w czym mogę pomóc, brałam zadania i byłam za to chwalona.
I nagle, z dnia na dzień, zostałam zwolniona z informacją, że jakość mojej pracy jest niewystarczająca (oraz, że myśleli, że się domyślam). Problem w tym, że wcześniej nikt nie powiedział mi konkretnie, że coś jest nie tak oraz co. Nie dostałam żadnego jasnego, mierzalnego feedbacku, który pozwoliłby mi coś poprawić.
Podczas rozmowy usłyszałam, że regularnie odbywały się cotygodniowe spotkania 1:1 – w praktyce ostatnie takie spotkanie miało miejsce około 6 tygodni wcześniej i zakończyło się przedłużeniem współpracy oraz podwyżką. Powiedziano też, że miałam dodatkowe szkolenie, którego po prostu nie było. Obie rzeczy były bardzo łatwe do sprawdzenia (kalendarz, slack- po wszystkich callach zostaje ślad), ale nikt tego nie zweryfikował przed podjęciem decyzji, czego zrozumieć nie mogę.
Dowiedziałam się też, że moje zadania były poprawiane – tylko nie wiadomo przez kogo, co dokładnie i dlaczego. Nie miałam żadnej szansy wyciągnąć wniosków. Dla porównania inni w zespole dostawali konkretne uwagi, a nawet dodatkowe szkolenia przy błędach. U mnie nie było nawet informacji, że coś jest źle, więc zakładałam, że jest dobrze.
Kilka razy sama prosiłam o feedback. W pewnym momencie jeden z team leaderów zareagował bardzo nerwowo– podniósł głos i wyraźnie się oburzył, przy innym pracowniku. Po tej sytuacji przestałam się o to dopominać. Z kolei inny team leader powiedział mi, żebym „robiła swoje i się nie przejmowała” – co, jak się okazało, nie miało żadnego przełożenia na ocenę mojej pracy.
Rzeczywiście porady team leaderów się wykluczają, nigdy nie wiadomo ile jest czasu na co realnie, bo deadliny są czasami fikcyjne, na feedback czeka się tygodniami, aż w końcu nie ma sensu o niego setny raz prosić (na sprawdzenie tekstu krótszego niż ta opinia czekałam ponad tydzień), zachęca się do zadawania pytań, a jednak są one negatywnie odbierane i często byłam zbywana.
Firma od początku mocno podkreślała kulturę feedbacku, ale w praktyce nie miałam do niej dostępu. Na ostatniej rozmowie padało dużo pytań "czy ja czuję, że wychodziłam z inicjatywą", " czy czuję że odpisywałam w miarę szybko"- kiedy powiedziałam, że nie musze nic czuć bo wszystko jest na slacku w konwersacjach, usłyszałam, że nie mają powodu żeby nie wierzyć team leaderom. Czyli nic nie zostało zweryfikowane. Na koniec usłyszałam jeszcze, że nie dostanę szczegółowego feedbacku, bo chcieli by się do tego "rzetelnie przygotować" i wrócą z nim do mnie za jakiś czas. Dzisiaj mija ponad 3 tygodnie od tej sytuacji i cisza. Jednocześnie zastanawia mnie to dlaczego nie przygotowano się rzetelnie zanim mnie zwolniono z dnia na dzień.
Trudno jest mi zrozumieć też jak można zbijać piątki, siedzieć w tym samym pokoju albo obok i nie zwrócić uwagi, że ktoś coś źle zrobił lub co trzeba poprawić, lub oczekiwać, że ktoś się domyśli.
Podsumowując: bardzo dobra atmosfera na poziomie relacji między ludźmi (chodź dzisiaj wydaje mi się to fałszywe), ale duże problemy z komunikacją, zarządzaniem i feedbackiem. Ciekawe projekty i zadania (w moim odczuciu trudno o ciekawsze zadania w pracy, aż chciało się do niej chodzić). Decyzja o zwolnieniu została podjęta bez wcześniejszego dania mi realnej szansy na poprawę i bez sprawdzenia informacji, które zostały podane jako powód.