Uwaga — ta firma to organizacyjny skandal zaklęty w PRL-owski koszmar z XXI wieku.
Praca tam przypomina grę w rosyjską ruletkę — nie wiesz, kiedy oberwiesz, ale na pewno oberwiesz. Człowiek jest tu jedynie trybikiem, który wyciska się do cna, a potem wyrzuca jak zużytą oponę. Kultura organizacyjna? Mit, legenda, bajka dla naiwnych. Zarządzanie? To słowo brzmi tu jak obelga. Komunikacja? Rozgrywka w ping-ponga odpowiedzialności, gdzie nikt nie chce złapać piłki.
Kierowcy są traktowani jak roboty sterowane na odległość, którym najwyżej toleruje się minimalne przestrzeganie przepisów — bo po co wymagać, skoro można zrzucić winę na spedytora? Spedytorzy natomiast mają pracować 24/7, bez wsparcia, pod stałym ostrzałem, bo każda wpadka kierowcy to ich głowa do ścięcia. Kierowcy? To nie ludzie, tylko chodzące tachografy. A spedytorzy? To już totalna masakra – nie ma tachografu, nie ma limitu. Zasuwa aż padnie.
80% floty to już tylko kierowcy z Gruzji – komunikacja zerowa, ale to właśnie spedytor ponosi konsekwencje, gdy coś pójdzie nie tak. Kierowca nie zrozumiał instrukcji? Wina spedytora. Kierowca zrobił coś odwrotnego? Obciążenie dla spedytora. Odezwałeś się? Słyszysz: „na twoje miejsce czeka pięciu Gruzinów”. Tyle że oni są nietykalni — przecież jeżdżą za ułamek normalnej stawki.
Dla pracowników biura też nie ma litości. Choroba? 40 stopni gorączki? Pracuj zdalnie. L4? Nie istnieje. Prawie połowa wypłaty „pod stołem”, ale tylko za dni w biurze – za zdalne/urlopowe resztę zapomnij. A jak spróbujesz upomnieć się o swoje prawa? „Krzywo spojrzałeś? To droga wolna.”
Firma prowadzona jest przez osoby niekompetentne. Zarządzanie to tylko narcystyczny blef w korporacyjnej oprawie. Szefostwo bez kręgosłupa, myli władzę z autorytetem, a arogancję z inteligencją. Stary szef miał łeb na karku i potrafił doprowadzić firmę do celu, choć po trupach. Przynajmniej był konkretny i można było z nim rozmawiać. Szefowa? Zleca, decyduje, potem wypiera się własnych słów jak zawodowy manipulator. Przed mężem kłamie bez mrugnięcia, a firma tonie w bałaganie, który sama tworzy.
Tu się nie pracuje – tu się przeżywa. I to z nadzieją, że może w tym tygodniu nie będzie zrzutu winy, nie będzie nowego absurdu, nie będzie kolejnej próby zwalenia Ci całej firmy na głowę. Ale będzie – bo w tej firmie katastrofa to po prostu strategia operacyjna.
Podsumowując – lepiej omijaj tę firmę szerokim łukiem. Bo tu nie ma pracy – jest survival na poziomie „Kto przeżyje, ten wygrywa”. Godność? Zapomnij, musisz zostawić ją za bramą.