głosiłam się na PMa. To było kilka lat temu, kiedy bardzo zależało mi na zdobyciu doświadczenia. Zgodziłam się na warunki i pracę za darmo.
Firma mieściła się w Kieleckim Parku Technologicznym w dwóch pomieszczaniach. Moja "praca" jako PM polegała na tym, że śledziłam BIPy i szukałam zleceń na strony internetowe. Po miesiącu przepracowanym za darmo przyszedł czas na umowę. Otrzymałam do przeczytania wzór umowy o dzieło na 5 kartkach (sic!). Był to prawniczy bełkot składający się właściwie z samych klauzul. Za swoją pracę miałam otrzymać 300,00 zł. Później okazało się, że właściciel odprowadził podatek jedynie od 100,00 zł, ale machnęłam na to ręką. Zwiałam stamtąd czym prędzej.
Warunki pracy: woziłam swój komputer, swoje długopisy i karteczki samoprzylepne. Dopiero po wielu naciskach, właściciel zakupił nam koszulki, zszywacz, ołówki itp. za jakieś 100,00 zł.
Wspomniałam, że firma mieściła się w KTP w Kielcach, ale druga firma, która tak naprawdę zbierała te wszystkie zlecenia mieściła się w Krakowie. Ta w Kielcach istniała chyba tylko po to, żeby mieć darmowy lokal. Wszystkie zlecenia szły na tę z Krakowa.