Stanowisko biurowe.
Przyjęty zostałem już jakiś czas temu, niestety nie na długo. Od razu mówię, że nie byłem ukierunkowany na stanowisko, ale z dobrymi predyspozycjami, wystarczająco dobrymi, aby móc się rozwinąć i taki był właściwie zamiar pracodawcy, niestety w fatalnym wykonaniu.
Pierwsze dni to nic nie związanego z danym stanowiskiem, robienie pierdółkowych prac, które mógłby wykonać każdy kto podstawowo obsługuje komputer, trwało to trochę, przez ten czas nie było żadnych konkretnych rzeczy, przyuczania, zadań, nawet nadzorowania tego co wykonywałem.
Po dniach, pojawiły się pierwsze kroki do zapoznania się z tematem: rozpoznanie w gamie produktów, ich oglądanie, testowanie.
Niestety z nagła jak nogą w kałużę zostało narzucone mi zadanie, które było wstępem do problemów, bo wiązało się z używaniem wizerunku i prawami autorskimi, a nie było jasno określone jak dany materiał zostanie wykorzystany.
Również moja umowa nie określała zasad na jakich by funkcjonowało wykonywanie takich czynności.
Próbowałem o tym rozmawiać z pracodawcą, ale wyglądało na to, że nie do końca rozumiał stosunków prawnych w tym temacie, gdy zaś wspomniałem że nie zdołałem nawet zbytnio rozpoznać się w pracy biurowej a już miałbym być delegowany do zadań o innym charakterze to zapewniał że nadejdzie to z czasem, choć trochę to dziwnie mi wygląda, że firma nie tylko zawiera inną umowę a do czego innego chce używać pracownika, ale też że wiążę się to z wykorzystaniem wizerunku, bez prawidłowych formalności i interesuje się bardziej umiejętnościami przeznaczonymi do tych "innych" zadań niż podstawowym wprowadzeniem pracownika do firmy.
Finalnie w tym odmiennym zadaniu zaprezentowałem rzecz inaczej niż życzył sobie mój wszechnieobecny nadzorca, co najwidoczniej mu nie podeszło zbytnio. Dalej to już była krótka droga, nikt nie był zainteresowany tym co będzie dalej, umowa się skończyła, firma zadzwoniła o nie przedłużeniu umowy, ja również podziękowałem i na tym się skończyło. Potem był jeszcze tylko problem z wypłatą, nie będą o tym przesądzał, ale mam nadzieję że to był tylko problem księgowości.