Witam!
Pragnę podzielić się swoją opinią z wyjazdu sierpniowego do Świnoujścia Dom Wczasowy "Złoty Kłos". Od rezerwacji miejsca na wyjazd rozmawiałam telefonicznie z paniami w biurze kilkakrotnie i nikt nie poinformował mnie, że "Złoty Kłos" zatrzymał się jeszcze w czasach Gomułki. Ale po kolei, po przyjeździe niezbyt uprzejma pani w tzw. recepcji przekazała nam klucz do pokoju, a po obejrzeniu tego zabytku poprosiłam o zmianę pokoju/ o pokoju napisze w dalszej części/ lecz pani z oburzeniem oświadczyła, że cyt. nie może , nie da się , musi być jak jest bo ona już sobie zrobiła grafik mimo, iż przyjechaliśmy prywatnym samochodem trzy godziny przed resztą grupy. Wielokrotnie wyjeżdżałam na zorganizowane wczasy za granicą i nigdy nie było problemu ze zmianą pokoju ale w "Złotym Kłosie" gdzie dysponują 180 pokojami mają mentalność sanatoryjną i potraktowali nas jak z NFZ. Pokój niestety musiał się nam podobać bo nie było szans na inny, pomieszczenie dwuosobowe, z minimalistycznym balkonikiem na jedną osobę i spadającym tynkiem z balkonu piętro wyżej, w pokoju był telewizor wielkości" pudełka od butów", który syczał, śnieżył i odbierał programy 1 i 2 TVP. Brak było w pokoju lustra chociaż panie sprzątające oświadczyły, że tylko na IV piętrze są takie telewizory i brak luster w pokojach. Uważam, że przy jednakowych opłatach za wczasy wszyscy powinni mieć te same warunki a w innych pokojach były "normalne" telewizory, lustra i pokoje od podwórka były dużo większe z dużym balkonem na którym stał stolik i były dwa krzesła. Miałam wrażenie, że nikt z Waszego Biura nigdy nie był w tym "Muzeum". Jedna winda, która może przewozić tylko 2 osoby zmuszała nas do schodzenia i wchodzenia po schodach zwłaszcza w czasie posiłków co bardzo negatywnie odbiło się na moich chorych kolanach.
Teraz przejdę do stołówki. No cóż karmiono nas jak sanatorium / a byłam kilka razy to mama porównanie/ ale obiady były dobre, dostawałiśmy ciasto i owoce/.Niestety śniadania i kolacje były tragiczne, po dwa plasterki wędliny takie cieknie, że zastanawiałam się gdzie to kroją, ciągła walka o cytrynę do herbaty, brak łyżki w surówce i codziennie proszenie się o przyniesienie łyżki/ jak podzielić surówką z salaterki/, brak kubków na wodę do obiadu / miała być z cytryną ale była tylko przez pierwsze dwa dni a później z kwaskiem cytrynowym oj nie żałowani kwasku nie żałowali/ i tylko dwa dzbanki tej wody na 80 osób. Gdy poprosiłam o dodatkową bułkę do śniadania ze względów zdrowotnych pani na stołówce poinformowała mnie, że zamawiają tylko tyle bułek ile jest wczasowiczów. Interweniowałam u pani rezydentki, która również oświadczyła,że nie może nic na to poradzić, nie do się. Pani rezydentka nie była w ogóle zainteresowana wczasowiczami, czy niczego nie potrzebują i dobrze spędzają czas. Zainteresowanie tej pani skupiało się jedynie na zorganizowaniu jak największej ilości wycieczek i zapisaniu jak największej ilości chętnych na te wycieczki. Odnosiło się wrażenie, że osoba ta ma dodatkową prowizję z biura organizującego podróże.Brak uśmiechu, ciągle niezadowolona mina a przecież ta pani odpoczywała z nami na nasz koszt.W dniu wyjazdu chcieliśmy zjeść śniadanie z II turą o godz. 8 gdyż jechaliśmy swoim samochodem i nie było potrzeby schodzenia na godz. 7, /nam się tak nie spieszyło i nie czekał na nas autobus/ pani rezydentka nie wyraziła jednak zgody na taką zamianę, bo to straszny problem przełożyć 4 talerze na inny stolik, proponuję może wyślecie tą panią z innym Biurem Podróży na praktykę to może wtedy zmieni swoje spostrzeganie na klienta. Na koniec otrzymaliśmy suchy prowiant na drogę zamiast obiadu a była to mała woda mineralna, jedna słodka bułka i jabłko. Smacznego.