Jeśli chcecie poczuć na własnym weselu zażenowanie, warto dać zlecenie tej firmie. Kamerzysta, niezwykle naburmuszony, przez cały dzień ślubu i wesela nie uśmiechnął się ni razu. Po oczepinach popukał Pannę Młodą w ramię i równie naburmuszonym głosem oznajmił, że chce się rozliczyć i kończyć pracę. Wykonane video jest prześwietlone, kadry pozostawiają wiele do życzenia. Kamerzysty nie było tam, gdzie trzeba. Większość najważniejszych ujęć mamy od znajomego. Zdecydowaliśmy się na samą opcję kamerowania, Bogu dzięki! Firma powstała w 2007 roku i tam skończyła też podążać za trendami.