P24.11.2024 17:05
Były pracownik
W poprzednich komentarzach pojawiały się słowa, że praca dobra dla osób zaraz po studiach. Otóż nie - jeśli ktoś szanuje siebie i swoje zdrowie, to ta praca nie jest dobra dla takich osób. Przyszłam tutaj jako studentka ostatniego roku 2 stopnia z doświadczeniem po pracy w zawodzie w poprzedniej firmie - pierwsze 3 miesiące były ok - stawka na start w porządku, praca biurowa całkiem ciekawa. Problem pojawił się w momencie, gdy trzeba było wracać na uczelnię. Z Wielkim Przedsiębiorcą rozmawialiśmy o tym na długo przed rozpoczęciem roku, jak będzie wyglądała sytuacja od października, a mianowicie tak, że wracam na uczelnię i ze względu na zajęcia nie będę mogła przychodzić na pełny etat, ale 2 razy w tygodniu będę przychodziła na 8 lub więcej godzin, natomiast chętnie przejmę część obowiązków do domu, na co się zgodził i zaoferował, że da mi płytę Corela, którego sobie przegrał lata temu do zainstalowania. Rozmowa o tym była prowadzona na początku września - płytę dostałam końcowo w 2 tygodniu października. Przy okazji poruszany był też temat uprawnień geologicznych, ponieważ oczywiście każde DGI, PRG, OG, czy cokolwiek, mimo że pisane jest przez inne osoby, to jako autor wpisywany jest wyłącznie szef, więc zapytałam, co z tym faktem, skoro do egzaminu konieczne jest przedłożenie dowodów na to, że było się współautorem opracowań, a nigdy wpisywana nie byłam. W odpowiedzi usłyszałam, że nie no nie ma problemu, że wystawi mi zaświadczenie i je podpisze, a w ogóle, to ma znajomości w Ministerstwie, więc tym bardziej, żeby się nie martwić. Skończył się wrzesień, a wraz z nim moja trzymiesięczna umowa, która miała zostać przedłużona, ale chyba tylko ustnie. Nie zliczę, ile razy się przypominałam, że pomimo tego, że to zlecenie, to jednak chciałabym tę umowę mieć, bo po prostu czułabym się bezpieczniej. Za którymś razem usłyszałam, że umowę ma już przesłaną na maila, ale ogólnie "jak mi nie ufasz, to możesz zabrać swoje rzeczy i wyjść". Chyba zabrakło mi wtedy honoru, bo za bardzo mi zależało na tej pracy, ponieważ przez kolejne 2 tygodnie jeszcze tam przychodziłam, wysłuchując przy okazji, że wszystko, co robię jest do poprawy, mimo, że wcześniej było dobrze. Fakt, że współrzędne szanowny Pan szef sczytał z terenu z nieprawidłowego miejsca przez co na mapie, którą wykonałam było zaznaczone miejsce zgodne z współrzędnymi, które dostałam, oczywiście też było moją winą, bo powinnam się domyślić, że to nie jest to miejsce i że kropka powinna być gdzie indziej. Ostatecznie z końcem października postanowiłam się zwolnić ze względu na wisielczą atmosferę, ale i problemy zdrowotne. Dziwnym trafem akurat tego dnia W KOŃCU dostałam swoją umowę, którą w końcu podpisałam. Zaraz po tym powiedziałam o swojej decyzji. Spodziewałam się usłyszeć, że rozumie i tyle, zamiast tego usłyszałam, jaka to jestem okropna i że on chciał filar firmy na mnie budować, ale jednak praca zdalna, to nie pozwala na to. Tak jakby wcześniej nie miał świadomości, z czym się wiąże powrót na uczelnię. Oczywiście zaświadczenia, w którym były wypisane tytuły DGI i PRG, które napisałam również nie podpisał, BO JA NAWET NIE MAM MAGISTRA, NIE UMIEM ICH PISAĆ (nadmienię, że wszystkie, które napisałam zostały zatwierdzone w Urzędach) I ON MI NIE DA UPRAWNIEŃ. Nie chciałam, żeby mi dawał uprawnienia, tylko możliwość zrobienia ich w przyszłości i żeby wywiązał się z tego, co mówił jeszcze kilkanaście dni wcześniej. Ostatecznie okazało się jednak, że to "zaświadczenie" i tak na nic by się nie zdało, ponieważ na 1 stronach nie byłam wpisana, jako zespół współautorski. Nikt nie był, ponieważ oficjalnie pisał to szef. Ale wydaje mi się, że kamery, których w biurze było pod dostatkiem, sugerowałyby co innego:)
Już pomijam fakt obgadywania innych, niekiedy byłych pracowników, umniejszania ich wiedzy, wykształceniu, słów, żeby przekazać innemu pracownikowi, że szef rezygnuje ze współpracy z nim, bycia najbardziej niesłowną osobą, kontrolowania pracowników na każdym kroku ze względu na kamery i mam niestety nieodparte wrażenie, że te nagrywały również dźwięk. Działanie kamer natomiast, to inna kwestia, ponieważ zostało mi zarzucone oszukiwanie na godziny, bo zdaniem szefa, wychodziłam przed czasem, a wpisywałam inną godzinę, jako godzinę wyjścia, co nigdy nie miało miejsca, a jak miało, to było to raptem kilka minut, kiedy to innego dnia zostałam te parę minut dłużej, czego już na listę nie wpisałam, ale szef kontroluje tylko to, że ktoś wychodzi parę minut za wcześnie, bo jak wyjdzie parę minut później, czego nie wpisze, to nie ma problemu. Wiadomości w weekend, że coś trzeba poprawić też standard. Naprawdę, jeśli ktoś nie chce otaczać się tak roszczeniowym człowiekiem, który ma się za Wielkiego Przedsiębiorcę, którego pracownik powinien całować po stopach, że ten w ogóle zechce na niego spojrzeć, plus jeśli ktoś nie chce być zaszczuty i kompletnie obrzydzony na początku kariery w zawodzie, to niech szuka innego miejsca. Znalezienie lepszego trudne nie będzie.