Do CCIG Gdynia trafiłem zupełnym przypadkiem w kwietniu 2018. Złożyłem CV i poszedłem na rozmowę kwalifikacyjną. Bardzo się stresowałem, natomiast było to zupełnie niepotrzebne. Okazało się, że wszyscy traktują się tam dosłownie na "Ty". W pewnym sensie jest to jakiś czynnik budujący atmosferę w firmie, co też nie wszystkim pasuję. Osobiście poczułem się trochę zlekceważony tą rozmową, ponieważ gdzieś w środku wierzyłem, że do pracy trzeba podchodzić poważnie. Wszystko zależy od człowieka i jego podejścia. W kwestii samej rekrutacji sądzę, że obiektywnie nie ma na co narzekać, bo każda firma ma jakieś swoje zasady i klimat, jaki chce budować. Jeśli taki stan wam nie pasuję to może po prostu warto zastanowić się nad nie podejmowaniem współpracy z takim pracodawcą. Do elementu rekrutacji chciałbym jeszcze dodać element umowy, która wmuszana jest wam podczas podpisywania tej "śmieciówki". Sprawa dotyczy tylko studentów i jest nią kwestia założenia konta w banku Santander. Do tej pory uważam, że jest to bardzo niesprawiedliwe (i możliwe, że nawet nielegalne) i jeżeli się na to nie zgodzicie to raczej możecie się pożegnać z tą pracą. Mi akurat to nie przeszkadzało, bo założyłem konto w tym banku we własnym zakresie i to w taki sposób, że nie ponoszę żadnych opłat i mogę je zamknąć w każdym momencie.
Po etapie rekrutacji zostałem skierowany na szkolenie do projektu sprzedażowego, gdzie również panowała całkiem luźna atmosfera. Trenerka Gabi dawała z siebie bardzo dużo, żeby wytłumaczyć nam temat. Osobiście uważam jednak, że wszystko do czego doprowadziła to tylko "delikatne" zapoznanie z projektem, na który zostaliśmy skierowani. Większości informacji i tak dowiadujecie się na sali sprzedażowej. Chciałbym też od razu dopowiedzieć, że to nie jest jej wina. Sytuacja wynika raczej z ilości informacji, którą jesteście codziennie bombardowani z każdej strony. Nie ma sensu wkuwać wszystkiego na pamięć (zwłaszcza, że 99% informacji jest w materiałach szkoleniowych, które dostajecie na bieżąco), a tak naprawdę z dnia na dzień możecie dowiedzieć się o wywróceniu całego projektu o 180 stopni. Natomiast posiadając już "filar wiedzy" od trenera spokojnie można rozpocząć pracę bez stresu. Taki system szkoleniowy uważam za wystarczająco dobry, bo stara się zbudować przyjemną atmosferę, nastawia was na większą komunikację między sobą (co później też daję efekty w rozmowach z klientami) i pozwala wam rozbudzić w sobie kreatywność odnośnie sprzedaży.
Przechodząc do momentu, kiedy rozpoczynamy już pracę jest już trochę gorzej. Tak jak wcześniej wspominałem, większości rzeczy trzeba nauczyć się samemu, a trener to według mnie tylko taki "kumpel", który ma otworzyć Ci głowę na ilość przeciwności jakie pojawiają się podczas dnia pracy. Na sali kręcą się managerowie, którzy też zawsze Ci pomogą lub powygłupiają się z Tobą, żeby tylko rozluźnić atmosferę. Nigdy nie czułem jakiejś specjalnej niekompetencji z ich strony, zawsze odpowiadali mi na moje pytania. Czasami na niektóre nie znali odpowiedzi od razu, ale np. na drugi dzień kontaktując się z kimś lepiej obeznanym, natomiast na ogół zawsze gdzieś starali się pomóc Ci wyjść z trudnej rozmowy. Co do połączeń z klientami mogę powiedzieć, że na moim pierwszym projekcie sprzedażowym były to głównie odmowy. Na 150 rozmów może faktycznie te 5-10 było w jakiś sposób wartościowe. Większość połączeń to odmowy, poczty głosowe, czy ponowne połączenia. Nie mam kompletnie pojęcia jak firma CCIG to robi, ale bardzo mi to nie odpowiadało. Mówię tu konkretnie o ciągłym "mieleniu" baz numerów, które bez przerwy wpadały z powrotem. Do niektórych klientów dzwoniło się po 10 razy, co było bardzo niekomfortowe, bo osobiście brzmiało to już dla mnie jak pewnego rodzaju nękanie telefoniczne. Oczywiście wszystkie numery były pozyskiwane legalnie, przy każdym wyświetlała się baza z której numer został pobrany i taką informację mogliście też przekazać swojemu rozmówcy...natomiast no, niesmak takiej rozmowy zawsze gdzieś tam pozostawał i ja osobiście odczuwałem, że robię coś bardzo niemoralnego w stosunku do drugiego człowieka. Warto też dodać, że managerowie (mimo, że czasami już sami nie wiedzieli co powiedzieć) zawsze starali się nacisnąć trochę na Ciebie, żebyś mimo wielokrotnych odmów takiego człowieka spróbował go przekonać. Podczas niektórych coachingów wspominane były mi wielokrotnie metody manipulacji, co też gdzieś tam ujmowało mi moralnie. No, ale na managerów też nie można narzekać. Na tym w sumie polega ta praca. Trzeba wcisnąć klientowi coś czego on nie chcę lub ładniej ujmując "coś czego jeszcze nie wie, że chcę".
tl;dr dla leniwych: specyficzna atmosfera, wątpliwa moralnie praca, możliwość zdobycia odporności na stres, słabe zarobki, fajni ludzie
Ja się bawiłem dobrze, opinię daję neutralną bo mogłoby być zdecydowanie lepiej gdyby nie przestarzały sprzęt oraz programy, bazy numerów i bardzo słaba organizacja odnośnie realizacji sprzedaży. Pozdrawiam cieplutko :)