Czuję się rozżalona i jednocześnie bardzo wkurzona. Nie szło mi w grupie i koledze obok. Miałam ustalony plan 8 umów na ten miesiąc. Zrobiłam 2. W tym tygodniu miałam rozmowę z moją kierowniczką. Jasno postawiła sprawę "Robicie jedną umowę do końca tygodnia"-do 17ej w piątek(czyli dziś) albo się pożegnamy. Przyjęliśmy to z kolegą. Jak najbardziej zgodziliśmy się na taki układ, bo wiedzieliśmy, że słabo nam idzie, nie jesteśmy opłacalni, ale nie zrezygnowaliśmy od razu tylko postanowiliśmy spróbować. Przyszliśmy do pracy jak zwykle na 9tą. O godz.10:45 zostaliśmy wezwani na rozmowę wraz z trzecią osobą(trzecia osoba, to mój chłopak, który w poprzednim miesiącu był prawie najlepszy ze swojej grupy. W tym miesiącu mu nie szło). Na spotkaniu była nasza pani kierownik oraz pani dyrektor. Powiedziano nam, że w tym momencie się z nami żegnają, mamy zabrać swoje rzeczy i opuścić firmę. Byliśmy zszokowani, bo kierownik jasno nam określił, że mamy czas się wykazać do 17ej. Mój chłopak w ogóle był zdziwiony, bo miał rozmowę również wcześniej z racji niskiej sprzedaży, ale nie zostało mu powiedziane, że jeśli nie wyrobi planu do piątku, to wyleci. NIE JESTEM ZŁA za to, że wyrzucili mnie za brak wyników tylko za to jak zostaliśmy potraktowani. Liczyłam się z tym, że w piątek mogę się pożegnać z firmą, ale liczyłam na to, że uda mi się podpisać umowę do 17ej, bo po 9ej umówiłam się z klientką na godz.16:00 w sprawie internetu. Była żywo zainteresowana, więc nabrałam powera. I w tym momencie dostałam informację, że wylatuję. Kiedy zbieraliśmy rzeczy ze stanowisk reszta naszego team'u została natychmiast zabrana na "spotkanie". Nie mogliśmy się z nimi nawet pożegnać. Jest mi bardzo przykro również z powodu, że usłyszałam, że jestem roszczeniowa i negatywnie nastawiona do wszystkiego. Wszyscy usłyszeliśmy, że psujemy atmosferę w zespole. Dla mnie jest to nie do przyjęcia, ponieważ BARDZO lubiłam tę pracę(mówię to z ręką na sercu), miałam dobre stosunki z resztą załogi, pomagaliśmy sobie i się wspieraliśmy wzajemnie. Nie napisałabym złego słowa o tej firmie, gdyby było tak jak ustalaliśmy wcześniej. Mam świadomość tego, że byłam słaba, zawaliłam-ok. Nie zrobiłabym umowy dziś-pożegnałabym się ze wszystkimi na koniec pracy, życzyła powodzenia i poszła w swoją stronę. Natomiast zostaliśmy potraktowani jak gówno za przeproszeniem. Zmieszano nas z błotem i zrobiono z nas jakiś potworów, którzy liczą na łatwą kasę i demotywują innych. Oczywiście koniec pracy zwieńczyłam płaczem. Bo tak nie traktuje się drugiego człowieka. Mam mnóstwo miłych wspomnień, bo atmosfera jest genialna. Ludzie są mili, uprzejmi, pomagają-nawet jeśli nie są z Twojej drużyny. Natomiast kierownictwo i pani dyrektor powinni się zastanowić nad tym jak postępują z ludźmi. Mówienie raz jednego, a robienie drugiego jest karygodne. Jestem także zła najbardziej ze wszystkiego na to, że nie pozwolono nam się nawet pożegnać z ludźmi, których zdążyliśmy polubić. Aha. Na sam koniec powiedziano nam, że to żaden problem, że odchodzimy, bo teraz mają dużo rozmów rekrutacyjnych (co pół godziny) tak więc zostaniemy zastąpieni. Jeśli ktoś będzie robił sporo umów-nie ma problemy. Będziecie zapewne szanowani. Jeśli Wam się noga powinie-zostaniecie wyrzuceni i do tego potraktowani tak jak my zostaliśmy potraktowani. Zależy też do jakiej grupy traficie, bo z tego co słyszałam niektórzy kierownicy są odpowiedzialnymi ludźmi z genialnym podejściem do pracowników. Mam nadzieję, że szybko zapomnę o tym co dziś usłyszałam i zostaną tylko te miłe wspomnienia! ;)