zapewne chodzi o panią [usunięte przez moderatora]., z którą podpisywałem końcowe dokumenty dotyczące umieszczenia tam mego ojca, który w końcu dostał tam miejsce. Czekając na to byłem świadkiem wydarzenia, kiedy to jakaś starsza pani-pensjonariuszka dopytywała panią Joannę o jakieś listy i pieniądze a ta kazała iść się jej przewietrzyć na spacer i zapewniła ją, że póżniej to wyjaśnią. Po czym, gdy ta wyszła zwróciła się do mnie, obcego człowieka, ojca jednego z przyszłych mieszkańców;" widzi pan z jakimi [usunięte przez moderatora] muszę się użerać". byłem w szoku! ciągle odwiedzam ojca i na razie wszystko jest porzadku, ojciec jest zadowolony, ale na szczęście z tą " sympatyczną" panią nie ma wiele doczynienia.