Ogrom pracy nieporównywalny do ilości pracowników, ludzie idą na L4 albo popracują chwilę i uciekają, wieczne braki kadrowe, wymagania z kosmosu przy 3-4 osobach na zmianie, grafik ciągle się zmienia, brak możliwości zaplanowania czegokolwiek, nie mówiąc o dniach wolnych na życzenie.
Notoryczne łamanie wewnętrznych procedur firmy i zasad BHP z powodu tempa pracy/celowego zaniżania strat towaru, brakuje niezbędnego sprzętu. Robi się dosłownie wszystko: od mycia toalet po pomoc fresh expertowi na warzywniaku - nie wiadomo w co ręce włożyć.
Szkolenia odbywają się w szatniach albo obskurnych salach, brak możliwości utrwalenia wiedzy.
11 godzin czytania podręczników procedur, BHP i HACCAP a następnego dnia łamanie tychże zasad za przyzwoleniem kierowników i współpracowników.
Karze się pracowników za L4 czy nawet jeden dzień absencji brakiem premii za obecność, przez co chorzy pracownicy przychodzą do pracy i zarażają innych, tylko po to, żeby tych pieniędzy nie stracić. Dodatkowo, jak się kierownictwu podpadnie, w odwecie zostaje się przeniesionym na inny sklep albo jest się notorycznie poniżanym/wyśmiewanym.
Zawsze jest za mało, za wolno, niewystarczająco. Ciągłe poganianie ludzi jak bydło, krzyki, przekleństwa, kolesiostwo, zastraszanie, (usunięte przez administratora).
Jest się wiecznie przemęczonym, po pracy chce się tylko leżeć i odpoczywać, nie ma się siły na cokolwiek innego.
Pracownik musi wybebeszać plecak czy torebkę albo pokazywać paragony, nawet jeśli produkt jest ze znakiem innego sklepu. Klient pracownikowi może napluć w twarz albo go zgnoić i nie ponosi za to żadnych konsekwencji.
Pracowałam na sklepie wysokoobrotowym w Warszawie. Kierownik, zastępca oraz rejonowa tworzyli koszmarne trio. Pozew zbiorowy, pisma do PIPu i Sanepidu ukróciły rządy kierownika i zastępcy, rejonowa "za karę"została przeniesiona na inny rejon.
Ostatni rok pracowałam na BIEKu - nowo powstałych Biedronkach ekspress - są to bardziej magazyny, gdzie klientów nie ma ale mogą oni robić zakupy przez platformę Glovo.
Miałam nadzieję, że tutaj kultura pracy będzie inna ale to wciąż Jeronimo- wszelkiej kultury i szacunku dla pracownika brak. Jedna osoba na zmianie, zostaje się do późnych godzin samemu, brak ochrony, do punktu może wejść ktokolwiek z ulicy. W razie napadu czy wypadku nikt ci nie pomoże, jest się ze wszystkim pozostawionym samopas. Przełożeni mają co chwila nowe "wspaniałe" pomysły, podczas akcji promocyjnych, weekendów i świąt często nie ma kiedyś pójść do toalety albo usiąść i zjeść na spokojnie coś ciepłego, a przerwę i tak się odznacza jako wykorzystaną. Ilość obowiązków rośnie a pieniądze stoją w miejscu. Ale najważniejsze są wyniki bo za nie SOM otrzymuje premie, pracownik nic z tego nie ma, mimo, że biega z językiem na brodzie z jednego końca sklepu do drugiego. Kuriozum jest, że przy gorszych wynikach akceptacji/kompletacji zamówień kierownik musi się rejonowemu z tego tłumaczyć. Na chłopski rozum, jak jedna osoba ma robić kilka zamówień na raz, gdzie ilość zamówionych indeksów/sztuk to loteria, nie wiadomo co akurat wpadnie, a w międzyczasie generować nowe zamówienie na sklep, przyjmować dostawę i ją rozkładać, przeprowadzać inwentaryzacje, wypełnić i wysłać tabelki, obkleić gratisy, posprzątać sklep, zadzwonić do klienta, ułożyć nowy layout, zgłosić braki w dostawie itd.
Niektórym osobom z wyższych szczebli pasowałoby zejść z piedestału i samemu spróbować takiej pracy, bo z zachowania przełożonych i tego, co mówią można wywnioskować, że nie mają pojęcia jak ta praca wygląda, żyją w swoich bańkach, patrzą przez pryzmat tabelek, cyferek i wykresów, nie dostrzegając za tym stojących ludzi.
Pracownicy sami godzą się na takie traktowanie, gdyby solidarnie zgłaszali nieprawidłowości, może coś w tej firmie by się zmieniło, a tak to każdy wylewa swoje żale w internecie albo po kątach z towarzyszami niedoli i nic z tego nie wynika.
Mi praca w Biedronce zabrała 2 lata życia -tyle tam wytrzymałam. Obecnie mam zrujnowany kręgosłup, nabawiłam się zaburzeń odżywiania i snu. Może miałam pecha i trafiłam na takie a nie inne sklepy.
Podsumowując, firma uważa się za wielką korporację, która daje ogromne możliwości. Nikomu nie polecam pracy w Jeronimo Martins, nie dajcie się nabrać na kolorowe slogany, ładnie brzmiące obietnice, uśmiechniętych aktorów w reklamach dyskontu oraz(usunięte przez administratora) benefitów, na które w większości się nie załapiecie -z Multisporta nie będziecie mieli siły skorzystać. Wyciska się pracowników jak cytryny, eksploatuje poza ich granice. Pieniądze nie wynagradzają wysiłku, chęci i starań włożonych w pracę, nikt was nie doceni, mimo, że dacie z siebie 100%. Premia roczna to kpina za taki ogrom pracy i trudu. Po jakimś czasie jedyne co wam będzie towarzyszyć to poczucie bezsensu wykonywanych zadań, stres i beznadzieja waszej sytuacji. Ta praca jest dla osób bez życia osobistego, hobby, rodziny czy znajomych.