Pracowałam przez kilka lat w jednym ze sklepów i moje odczucia są ambiwalentne. O ile uważam, że w porządku było to, że dwa razy w roku dostawałam sporą ilość ubrań na uniform, a moje koleżanki były najlepszym, co mnie w tej pracy spotkało, to kierowniczka już niekoniecznie: osoba nie do końca kompetentna, która "uchowała się" w firmie przez wiele lat chyba tylko dlatego, że nigdy nie kwestionowała ani nie dyskutowała z "górą", nawet w sprawach, które bezpośrednio krzywdziły jej podwładnych. Innym problemem była ta wspomniana wcześniej "góra": niesamowicie ciężko było załatwić cokolwiek, i nie mówię tu u jakichś benefitach dla nas, ale o naprawach sprzętu sklepowego itd., na czym teoretycznie powinno im zależeć, bo sprawy takie, jak choćby wieszak spadający na klienta, czy woda lejąca się z sufitu mają wpływ na sprzedaż! Ale oczywiście łatwiej było w kwestii słabej sprzedaży obwiniać/sugerować niekompetencję sprzedawczyń, bo to my jesteśmy do niczego, skoro nie umiemy sprzedać nieraz złych jakościowo ubrań, czy tych samych modeli, które od lat mają te same ceny (mowa o sklepie outletowym - po zakończeniu wyprzedaży jedynie niewielka porcja ubrań była zwracana do firmy, a reszta wracała do swoich standardowych outletowych cen, co jak na stare rzeczy sprzed kilku sezonów jest posunięciem dość ryzykownym - nam było wstyd je wystawiać na sklepie, bo nieraz klienci zwracali na to uwagę, że mamy dokładnie te same spodnie od 3 lat w tej samej cenie!). Co niestety jest normą w dzisiejszych czasach, firma również nigdy nie stała za nami w sporach z klientami, kiedy próbowałyśmy egzekwować coś, co było zasadą firmową (np. w sklepie outletowym brak zwrotów i 14 dni na wymianę). Wystarczyło, by klient nas zwyzywał, obraził, zadzwonił do "góry", a oni magicznie godzili się na spełnienie ich żądań, tym samym ucząc całą klientelę, że wystarczy, że zrobią awanturę i wszystko załatwią jak chcą, oraz pokazując, że to te sprzedawczynie są złe (bo stosują się do zasad firmy...) i zasłużyły sobie na szkalowanie. O tym, że pensja jest słaba, nie muszę wspominać, a premie w zależności od tego, czy budżet miesięczny był wyrobiony czy nie, były dobre albo takie sobie. Możliwości awansu też raczej kiepskie, chyba tylko przez wykruszanie się kadry (co jest do zaobserwowania w ostatnich latach - ciekawe dlaczego?), bo nie przez kompetencje. Ja swojej przyszłości z pracą w sklepie raczej nie wiążę, więc specjalnie mnie to nie bolało, natomiast zastępczyni kierowniczki w moim sklepie była osobą na tyle zdolną i mądrą, że naprawdę na ten awans zasługiwała, a nie wiem, czy się go doczeka, czy po prostu jakaś inna firma jej nie zwerbuje szybciej.