NIE POLECAM FIRMY DAKO
WIADOMOŚĆ JEST DŁUGA JEDNAK ZACHĘCAM DO JEJ PRZECZYTANIA - PISZĘ TĘ OPINIĘ ABY NIKOGO INNEGO NIE SPOTKAŁO TO CO NAS
Zaczynając od początku - razem z moim chłopakiem wyjechaliśmy na ok. 2 miesiące do pracy do Niemiec z firmy DAKO. Była to praca na stanowisku pomocnika ogrodnika w szklarni. Od początku naszego wyjazdu spotykały nas same problemy. Na nasz wyjazd przydzielono nam dwóch koordynatorów, z którymi praktycznie nie było kontaktu. Nasza koordynatorka powiedziała nam jeszcze przed wyjazdem, że możemy przyjechać już w sobotę, ponieważ od tego dnia mamy już zarezerwowane mieszkanie. Tak też więc zrobiliśmy. Na miejscu byliśmy w sobotę wieczorem jednak jak się później okazało firma zarezerwowała nam mieszkanie dopiero od niedzieli. Już w tym momencie byliśmy bardzo zestresowani, ponieważ przejechaliśmy kawał drogi i nie wiedzieliśmy gdzie mamy się podziać. Na szczęście ten problem udało się rozwiązać i znaleziono nam mieszkanie na weekend jednak właściciel mieszkania u którego mieliśmy się zatrzymać na cały nasz pobyt zrezygnował i musieliśmy czekać na nowe mieszkanie. O całą sytuację oczywiście zostaliśmy oskarżeni my, ponieważ przyjechaliśmy dzień wcześniej. Poinformowano nas, że w poniedziałek po pracy mamy pojechać pod podany nam adres do nowego mieszkania.
Pierwszego dnia w pracy również spotkały nas problemy. W biurze powiedziano nam, że nie potrzebujemy znajomości języka niemieckiego, tak też zaznaczyliśmy w ankiecie, którą wypełnialiśmy w biurze przed wyjazdem. Nie zgadzały się również nasze godziny pracy, ponieważ w biurze powiedziano nam, że zaczynamy o godzinie 7 , kończymy o 16 z możliwością pracy na drugą zmianę i możliwością pracy w sobotę. Pierwszego dnia czekaliśmy godzinę na pojawienie się pracodawcy oczywiście nasi koordynatorzy nie odbierali telefonu więc nie wiedzieliśmy co się dzieje. W końcu o godzinie 8 pojawiła się nasza pracodawczyni. Okazało się, że nasza praca zaczyna się o 8 a kończy o 18. Pracodawczyni była bardzo zdziwiona, że nie znamy języka niemieckiego a ona sama nie znała języka angielskiego więc nie mieliśmy się nawet jak z nią dogadać. Na szczęście w końcu oddzwonił nasz koordynator i dogadał się z pracodawczynią przez telefon. Powiedział nam, że pracodawczyni da nam szansę jednak musimy się postarać więc nie wiedzieliśmy nawet czy mamy pewną pracę.
Po dniu pracy pojechaliśmy pod wcześniej wysłany nam adres naszego nowego zakwaterowania. Do naszego koordynatora mieliśmy zadzwonić gdy już będziemy dojeżdżać na miejsce. Oczywiście telefonu nie odbierał.
Po przyjeździe okazało się, że nikt z obecnych w mieszkaniu nie wie, że mamy się tam zatrzymać a nawet, że nie ma tam dla nas miejsca. Nie wiedzieliśmy co robić wydzwanialiśmy na zmianę do jednego jak i do drugiego koordynatora jednak żaden z nich nie odbierał telefonu. Zdesperowani zadzwoniliśmy w końcu do kierownika i przedstawiliśmy jak sprawa wygląda. Po tym telefonie po jakiś pięciu minutach oddzwonił do nas nasz koordynator. Okazało się, że miejsce w mieszkaniu dla nas jest były jednak problemy ze znalezieniem klucza do pokoju.
Warunki w mieszkaniu również nie były najlepsze cieszyliśmy się jednak, że w końcu mamy dach nad głową. Jednak to nie koniec problemów.
W biurze przed wyjazdem powiedziano nam, że nie będziemy mieszkać sami co było dla nas oczywiste, że prawdopodobnie będziemy dzielić z kimś mieszkanie. Powiedziano nam jednak, że jeśli już to będzie to druga para. Jak okazało się na miejscu w mieszkaniu mieszkało 5 mężczyzn a ja byłam tam jedyną kobietą. Po rozmowie z naszym koordynatorem obiecano nam zmianę mieszkania jednak musieliśmy poczekać do końca miesiąca, ponieważ płatność za mieszkanie została już zaksięgowana. Później już zapewniono nam nowe mieszkanie, w którym warunki były bardzo dobre i wszystko zaczęło się jakoś układać.
OSTATNIA KWESTIA - WYPŁATA
Wypłatę w euro dostaliśmy na tak zwanych kartach przedpłaconych. Oznacza to, że na taką kartę firma, u której zostaliśmy zatrudnieni wysyła nam wynagrodzenie i my jako użytkownicy karty możemy wybrać z niej pieniądze lub płacić nią w walucie euro. O ile będąc w Niemczech nie było z tym problemu, ponieważ wybraliśmy pieniądze z karty w walucie euro a później zamieniliśmy na PLNy tak w Polsce jest już z tą kartą nie mały problem, ponieważ w Polsce nie znajdziemy bankomatu który wypłaciłby nam gotówkę w euro. Oznacza to, że możemy wybrać nasze pieniądze np. w bankomacie EURONET jednak nasze pieniądze zostaną od razu przewalutowane na złotówki z 2% prowizją i z dodatkowymi kosztami narzuconymi z banku . Konta w narzuconym nam przez firmę banku nie mamy więc nie mamy nawet możliwości przesłać pieniędzy na nasze dotychczasowe konto.