byłem na rozmowie na stanowisko specjalisty ds. zakupów. Pracuję w wielkiej korporacji i zostałem zaczepiony na goldenline przez Panią Dyrektor z tej firmy. Siedziba fajnie zrobiona, jest wizytówką tego co produkują. Zeby było jasne zostałem zaproszony na rozmowę, nie wysłałem im nawet CV. Pan Dyrektor pyta mnie: jak chce ich przekonać do siebie. Gdy odpowiedziałem, że to on powinni mnie próbować przekonać zostało mi wytłumaczone, że ta rozmowa nie będzie tak przediegać. Pomyślałem: OK, może rzeczywiście firma jest kzak i nie ma co się stawiać. Zostałem standardowo przepytany, potem ja przepytałem Pana Dyrektora. Okazało się, że szukają prawej ręki pana Boga :D Nie byłem zdecydowany czy jestem zainteresowany, gdyż system w jakim sobie pozwalają pracować mi nie do końca pasuję. Haos i wszystko na wczoraj... Kiedy padło pytanie odnośnie oczekiwań finansowych i powiedziałem ile zarabiam i za ile jestem skłonny rozpatrzeć tą propozycję, Dyrektor oznajmił mi, że nie będzie mnie czarował, gdyż nie mieszczę się w budgecie, który wynosi dokładnie połowe kwoty której oczekuję. Brak pojęcia, próbują przyciągnąć kogoś z wielkiej firmy i zapłacić mu telo co dobramu magazynierowi. Trochę parsknąłem i poleciłem, żeby szukali wśród studentów bez doświadczenia :D