Postaram się dodać kilka słów od siebie. Pracowałem rok czasu na magazynie Lidl w Weert. Zawsze w pracy, nigdy nie byłem chory, nigdy się nie spóźniłem. Od pierwszego dnia wyrabiałem target. Praca jak praca. 40 godz. w tygodniu, zarobki ok. 400 EUR po odliczeniach. Pieniądze zawsze na czas, salarisy co tydzień pocztą na e-mail. Z samymi koordynatorami prawie nie miałem styczności, nie było takiej potrzeby. Teraz ta ciemna strona. Ludzie, selekcja, a raczej jej brak. Zaświadczenie o niekaralności to bajka, trafiają ludzie po wyrokach, którzy w kraju nie mają czego szukać. Sprawa druga: z całego towarzystwa, które miałem okazję poznać, z dwie osoby były czyste, tzn. nie miały styczności z marihuaną, amfetaminą bądź też innymi używkami. Wiem, że to badziewie jest w NL zalegalizowane, policja udaje że nic nie widzi. Koordynatorzy mają pełną świadomość jakich ludzi zatrudniają i wiedzą dobrze, w jakim stanie chodzą oni do pracy, ale są pewne granice. Nie chcę drążyć tematu, panie z FF wiedzą o czym mówię. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Holandii w 2010 roku, palenie w domu było zabronione, a za bajzel wlepiane były kary. Jak ktoś za bardzo cwaniaczył po prostu przyjeżdżał bus, delikwent się pakował i tyle się go widziało. I normalnych ludzi można było jeszcze spotkać. Teraz delikwent musiałby domek z dymem puścić, żeby rozwiązali z nim umowę, taki brak rąk do pracy, biorą naprawdę kogo popadnie, i Foreign Flex nie jest tu żadnym wyjątkiem, osoby spalone na jednym zakładzie przerzucają do drugiego i tak rozwiązują problemy. Ze współlokatorami nie miałem problemów, żyli własnym życiem, ale odbijało się to na warunkach, w jakich musieliśmy mieszkać. Lokacja nr. 1 - Ell, dom przewrócony do góry nogami, smród, rój much, mrówki. Hotel w Echt, lokacja jedna z lepszych jakie miałem, zamieniona w melinę, i tu bardzo duży wkład miał personel firmy ForeignFlex, zatrudniając ludzi nie nauczonych zwykłych zasad ludzkiego współżycia. Z początku lokacja przeznaczona na 12 osób, w najgorętszym okresie doczekała się 20 osób upychanych na materacach na podłodze w barze. Pomimo wcześniejszych problemów i ostrzeżeń, że może zostać zamknięta, po kilku wizytach lokalnej policji, kontroli gemente, pani Magda upierała się żeby na siłę wrzucać coraz to więcej i więcej ludzi, chociaż wiedziała, że nie było dla nich warunków do normalnej egzystencji. Z biegiem czasu okazało się, że pracownicy zatrudnieni przez FF rozsprzedali znaczną część wyposażenia restauracji i baru. Obrotne chłopaki, Oczywiście lokacja została zamknięta, a biuro wspaniałomyślnie postanowiło przenieść wszystkich na bungalow park w belgijskim Lomel, gdzie za 117 EUR tygodniowo za miejsce w pokoju postanowili upchać tyle ludzi, ile tylko będzie możliwe. Na parku miała miejsce kradzież, pracownicy zatrudnieni przez Foreign Flex wyczyścili domek chłopakom, którzy dopiero co przyjechali do pracy i zostali wysłani na park jako pierwsi. Laptopy, telewizory. Oczywiście po złodziejach słuch zaginął. Za takie pieniądze, jak dobrze poszukać, wynajmie się domek samemu. I wiem co mówię, w NL spędziłem ponad 5 lat. Sama próba przeniesienia wszystkich na park ze strony biura to był prawdziwy majstersztyk. W środku tygodnia w całkiem innej sprawie zadzwonił kolega, i pani koordynator łaskawie poinformowała go, że w niedzielę będzie eksmisja. Na pytania innych wymijające odpowiedzi, a w sobotę po pracy pakować się i w niedzielę przeprowadzka. Ale w życiu jest tak, że chytry dwa razy traci pani Magdo, i prędzej czy później wszystko do ludzi wraca. Info dla zainteresowanych pracą na Storteboom, mieszkałem w Nijkerk pracując przez Covebo, na lokacji w większości pracownicy tego zakładu, zadowolone były tylko starsze osoby, które z jakichś osobistych powodów musiały wyjechać i podjąć pracę za granicą, praca specyficzna, ja bym nigdy do takiej roboty nie poszedł, zwłaszcza za takie pieniądze. To co ludzie mówią o przypadkach omdleń, że nie można zachorować, bo zwalniają to prawda. Widziałem koleżanki z powykręcanymi rękami, chorymi stawami. Ile razy chodziły z wysoką gorączką bo bały się że będą musiały wracać do PL też przemilczę. Ogólnie Holandia już dawno się skończyła, to nie jest już kraj dla normalnych ludzi, i od lat powtarzam to z uporem maniaka. Nigdzie nie poniewiera się ludźmi tak jak w kraju tulipanów, a i kogoś bez odchyleń od normy naprawdę coraz trudniej spotkać. Ludzie ceniący spokój nie mają w NL czego szukać. Szanse rozwoju też praktycznie żadne. A to wszystko w dużej mierze zawdzięczamy naszym wspaniałym paniom z Uitzenbureau's, które Holendrom najchętniej weszły by w cztery litery, a zapominają że to one są dla nas, nie my dla nich, bo to my pracujemy na to, żeby mogły (usunięte przez administratora) w stołek. Zwolniłem się sam, żeby nie było niedomówień i nadinterpretacji. I tak na osłodę. Czekam na wypłatę pieniędzy za ostatni tydzień, jak również pieniędzy wakacyjnych . Napiszę, jak wszystko się wyjaśni. Byłoby to pierwsze biuro, gdzie byłbym zmuszony angażować prawnika.