Miałem wątpliwą przyjemność współpracy z Amazonem i chętnie podzielę się tym, co tam przeżyłem.
W pierwszej kolejności zaproszenie na "rozmowę kwalifikacyjną". W rzeczywistości było to spotkanie dla ok. 20 osób, gdzie dwie kobiety przedstawiały amazon w samych superlatywach. Następnie test, gdzie rekruterka na samym wstępie powiedziała, że mamy kłamać w odpowiedziach, nie odpowiadać zgodnie z naszym sumieniem, a tak, by pracodawcy się podobało. Test zdany, badania zrobione w pośpiechu, oraz nierzetelnie i pora na tzw. Day 0.
Pierwszego dnia odbyło się szkolenie. Ludzi od groma. Najpierw pranie mózgu, w postaci filmów, jak to w Amazonie jest (usunięte przez administratora) Następnie opis pracy, podpisywanie formularzy, zdjęcia do identyfikatorów i kolejna dawka prania mózgu, tym razem z jedną z liderek, która opowiada, jak to Amazon nie zmienił jej życia. Przerwy, to szybkie wyjście na papierosa, siku i byle szybciej, bo czas goni. Po obiekcie musieliśmy poruszać się, jak skazańcy w więzieniu, ale o tym później.
Dalej szkolenie BHP, które równie było robione "byle było" choć sam prowadzący naprawdę przyzwoicie tłumaczył. Ciągłe powtarzanie, jak mamy chodzić, jak sięgać do niskich półek, jak poprawnie pchać wózek (sic!). Następnie szybciutki obiad (darmowy, na zachętę), wypełnianie formularzy, rozdanie identyfikatorów, podpisanie umowy (swoją drogą. Na rozmowie wstępnej mówiono nam, że możemy sobie wybrać zmianę. Po otrzymaniu grafików wyszło coś zupełnie innego). Następnie obchód po magazynie, tłumaczenie, jak bandzie idiotów, że nie można pchać rąk w taśmę itd. Tablice instruktażowe, które budzą skojarzenia z przedszkolem. Osoba oprowadzająca niechętnie odpowiadała na pytania. Krótki "test" z pickowania, szybkie pożegnanie i do widzenia, widzimy się w poniedziałek.
Drugi dzień - szkolenie z obsługi skanerów. Chodziliśmy czwórkami, pokazano nam, jak czytać skaner, gdzie co jest, oraz jak poruszać się po magazynie. Oczywiście szkolenie było sztucznie wydłużane. Nauka skanera, to 5 minut, a w rzeczywistości trwało to kilka godzin. Trzeba być imbecylem, by błędnie coś spickować, gdyż skaner krzyczy, gdy wda się błąd. Ostatnie godziny, to samodzielne pickowanie.
Drugiego dnia zaczęliśmy pracę. Schemat wciąż ten sam. Wejście 3 minuty przed rozpoczęciem dniówki, zeskanowanie identyfikatora, wzięcie skanera i tzw. StandUp, gdzie menadżer tłumaczy, że mamy trzymać się poręczy i jak poprawnie pchać wózek. Pora do roboty.
Opiszę to krótko: Chodzenie szybkim tempem od 6 do 9 i pickowanie, zejście na przerwę, gdy usłyszymy komunikat, z 15 minut zostaje 12. Szybkie załatwienie swoich potrzeb, powrót do pracy 3 minuty przed czasem. Znów chodzenie szybkim tempem od 9:15 do 12:00, pickowanie byle szybciej, znów komunikat i obiadówka (bezpłatna). Po przerwie drugi StandUp, omawiane te same tematy, co rano, powrót do pracy. Chodzenie szybkim tempem od 12:30 do 14:30, znów 9 minut przerwy (licząc czas na dojście do wyjścia i powrót) i reszta dniówki do 16:30, znów chodzenie szybkim tempem i pickowanie. Jednym słowem: monotonia i zmęczenie.
I tak każdego kolejnego dnia. "Wskazówki dotyczące bezpieczeństwa" i robota byle szybciej. Skaner niejednokrotnie rzuca nas z piętra na piętro, z miejsca na miejsce, bez chwili wytchnienia.
Pozwolę sobie jeszcze opisać atmosferę i stosunek do pracowników. Jeśli spóźnisz się pół minuty z przerwy, to masz pogadankę z przełożonym. W innych wypadkach są oni nieobecni, zajęci swoimi sprawami. Jeśli będziesz pracował trochę wolniej, to skaner zasygnalizuje przełożonym, że nic nie robisz i spodziewaj się kolejnej pogadanki. Jedynie pracownicy szeregowi traktują siebie nawzajem, jak ludzi. Dla osób wyżej jesteś tylko robocikiem, który ma wyrabiać normy i siedzieć cicho. Małym trybem, w tym wielkim układzie.
HR żąda potwierdzeń L4, pod groźbą nieuznania zwolnienia lekarskiego, a nawet zwolnienia z pracy. Żądają dokumentów, których nie mają prawa dostawać, np aktu zgonu, w przypadku wyjazdu na pogrzeb.
Twój głos nie jest ważny w tej firmie. Masz pracować i się nie wychylać. Mają gdzieś Twoje umiejętności, mają gdzieś doświadczenie, stan zdrowia i Twoją opinię
Po budynku podczas przerw poruszasz się, jak w więzieniu. Wszędobylska ochrona, która jest niezwykle przeczulona na punkcie kradzieży. Potrafią Cię postawić pod ścianą i prześwietlać przez 10 minut, przez co tracisz całą przerwę, a wystarczy, że zapomniałeś ściągnąć paska od spodni przy przechodzeni przez bramki. Wszyscy na Ciebie patrzą, jak na potencjalnego złodzieja. Pracownicy chodzą przemęczeni, bez chęci do życia, co też nie rozluźnia atmosfery. Wszystko ma chodzić, jak w zegarku.
Napisałbym więcej, ale kończy mi się miejsce. W życiu nie przeżyłem tak odmóżdżającej przygody, gdzie Twoja indywidualność po prostu znika. Z pracą na tych stanowiskach poradziłoby sobie 5 letnie dziecko i pewnie by takowe zatrudniali, gdyby zezwalało na to prawo.
Iść na miesiąc - spoko, by dorobić. W innym wypadku uciekaj, póki możesz.