A więc zacznijmy od tego, w Amazonie pracuję już prawie 3 miesiąc, z opinią chciałem się wstrzymać do czasów konwersji pod Amazon, ale w poniedziałek trochę bez ludzkie podejście mi podniosło ciśnienie. Z jakąś godzinę przed rozpoczęciem zmiany nocnej zobaczyłem na grupie w większości pracowników AMAZON KTW1 że jest pierwsza ewakuacja na zmianie dziennej w tym roku i 5 wozów strażackich pod Amazonem, wszystko pięknie fajnie był pożar maszyny, bodajże jakiegoś konwertera na dockach czy coś takiego. Nie znam tematu do końca. Myślałem że przesuną chociaż zmianę nocna o dajmy na to 2h czy cokolwiek żeby wywietrzał smród spalonego między innymi plastiku, ale nic bardziej mylnego. Tym bardziej że osoby ze zmiany Dziennej wyjeżdżały z terenów hali, albo były w drodze do domu tak jak np mój znajomy który pracuje na tym samym dziale i w sumie się mijaliśmy czyli wiele czasu nie minęło od wpuszczenia ich po rzeczy. Zmiana się rozpoczęła normalnie, wchodząc przez bramki na wejściu już było czuć zapach po pożarze, wychodząc z szatni i przechodząc na kantynę trochę mniej już było czuć ale mimo wszystko. Masakra dopiero gdy po pick musiałem wchodzić na drugie piętro, nie szło normalnie wytrzymać, na P3 i P4 był całkowity zakaz wchodzenia ale w między czasie zdążyli ogłosić komunikat w którym była mowa "Na zmianie dziennej był pożar, straż pożarna dała zezwolenie na użytkowanie budynku i nie ma zagrożenia" no pomyślałem sobie, że sami sobie przeczycie skoro przez 30 minut nie można było wchodzić na dwa ostatnie piętra i przy okazji towarzyszył smród spalonego między innymi plastiku, no ale na Bezosa majątek trzeba robić. Liderki miały to głęboko gdzieś że my się trujemy przez pół zmiany, bo dopiero przestało jako tako według mnie śmierdzieć po 23/24 chyba że przywykłem po tylu godzinach do tego smrodu. A liderki sobie siedziały na Stand Upie na którym nic kompletnie nie było czuć. Co do samej pracy nie jest zła, jak już wynika z mojej opinii pracuję na Picku. Przez pierwsze 3 dni dawało to popalić trochę, bolącymi nogami ale po tygodniu jest już OK można przywyknąć. Pierwszy miesiąc ok bez zbędnego czepiania się, ino raz wezwanie za spóźnienie się pół minuty wracając z przerwy a no i OFF Task przy okazji. Śmiesznie, bo większe straty generuje wzywanie pracownika z końca piętra niż te spóźnienie 30 sekund, ale co ja tam wiem o logistyce. Czas na magiczny grudzień ;) Czyli okres Peak Time'u pierwszy adapt, którego nie wiem czy słusznie dostałem, choć być może słusznie tego akurat nie kwestionuje, śmieszne też podejście odnośnie tego adapta, dostaje kartkę w łapę z błędami z przed grubo tygodnia i głupie pytania liderki "Co się stało" szkoda, że dziennie się skanuje nieraz prawie po tysiąc produktów w zależności od ścieżek które daje nam skaner i ja mam pamiętać co ja skanowałem grubo ponad tydzień wstecz skanując tyle produktów dziennie, po co wezwać od razu po wychwyceniu tego błędu? Wieczne i częstsze czepianie się o Off Task, szkoda że czasami za samą toaletą/dystrybutorem z wodą trzeba nadrabiać z 5 minut. Raz przysłali mi instruktorów, że czasy przejścia zamiast po 3 minuty miałem po 3:34m, 3:50,4:02 itd... A no i najśmieszniejsze z tego wszystkiego: Obowiązkowe nadgodziny na czas czarnego piątku oraz okresie przedświątecznym, zostawałem jak gdyby nigdy, lecz ogłoszono że mogą nastąpić tego samego dnia i następnego. Ogłosili komunikat tego samego dnia po minięciu połowy zmiany że dzisiaj godzina dłużej. Z racji że ogłosili na dzień następnej mojej zmiany, poszedłem do liderki się spytać czy jest możliwość wyjątkowo wyjść jeden dzień wcześniej z racji tego że już miałem coś ustalone na ten dzień to usłyszałem że są dwie opcje: Albo idę dnia w którym chce wyjść wcześniej do jej przełożonego i na 99% nie dostaje zgody albo wychodzę na własną odpowiedzialność, dostając albo notatkę albo po prostu wylatując za opuszczenie miejsca pracy. Trochę śmieszne, bo ludzie też mają prywatne życie tak jak np muszą odebrać dziecko z przedszkola, czy odebrać samochód od mechanika, powodów jest mnóstwo tym bardziej że zmiana by się skończyła o 17:45 zamiast 16:45. Obiady są w miarę zjadliwe, na czas peak time darmowe. Przed świętami ukrywali prezenty, który znalazłem a był to karmnik dla ptaków :DD a czasami głośniki ktoś znajdował. Sporo osób teraz wyleciało po świętach i to widać, w grudniu było to widać jak każdy leciał na przerwę. Ja z adaptem osobiście dostałem umowę i paroma upomnieniami za offtask, czy strzelanie w kody kreskowe. Sama robota w sobie nie trudna, nie wymaga podnoszenia nie wiadomo jakich ciężarów. A no i przerwy można policzyć że w rzeczywistości trwają z 11 minut zamiast 20 + 3 minuty na dojście więc o kant tyłka rozbić. Jeśli spóźnisz się, masz zapewnione wezwanie w ciągu zmiany. Jeśli o czymś zapomniałem, to dopisze w odpowiedzi na tą opinie. Zarobek na grudzień bez nadgodzin był bardzo dobry, w koło 5 tysięcy tyle mogę powiedzieć bez szczegółów. Jeśli ktoś szuka dosłownie pracy na jakiś czas, to można polecić