W każdym sklepie szukałam mojej idealnej pary butów. I tak oto natrafiłam na tą firmę gdzie co prawda wybór mają ogromny. Przeznaczyłam na zakup tych butów (jak dla mnie) duże pieniądze. Tak więc dbałam o nie jak tylko mogłam. Po 3 miesiącach, rozdarł mi się "materiał" od zewnętrznej strony buta przy "małym" palcu. Myślę sobie "A! Na szczęście mam jeszcze przecież reklamację". I tak oto udałam się do sklepu z prośbą o reklamację. Pan, z którym przeprowadzałam rozmowę na temat mojego zepsutego obuwia, ignorował moje słowa, potakiwał. Jednym słowem zachowywał się jakby miał to wszystko w czterech literach. Po 2-ch dniach, przychodzi do mnie paczka z unieważnieniem reklamacji, ponieważ ich "cudowny" rzeczoznawca stwierdził, iż powodem uszkodzenia obuwia była moja wina. Stwierdził to po następującej rzeczy "oddała Pani zawiązane buty do reklamacji tzn, że zdejmuje je Pani kiedy są zasznurowane - co wnioskuje o złym użytkowaniu". SERIOUSLY? Zawiązałam je tylko i wyłącznie z kwestii estetycznej, ponieważ były moim upragnionym zakupem. Odwołałam się z reklamacją ponownie do distance'a. I znów ( tym razem po 7 dniach ) dostałam odmowę. Zadzwoniłam do rzeczoznawcy sklepu, wytłumaczyłam całą sytuację dodając słowa " nie rozumiem jak Pan z takim tytułem, może wydać na światło dzienne takie pismo". Mężczyzna odpowiedział mi, że skoro nie zgadzam się z jego opinią, to mam to wysłać do swojego znalezionego rzeczoznawcy, a następnie ponownie podesłać im buty jak i opinię. Znalazłam starszego Pana, który siedzi w tej branży od kilkudziesięciu lat. Nie musiałam mu nawet dokładnie przedstawiać sytuacji z tą firmą, ponieważ ten Pan ich dobrze zna i nie jestem pierwszą osobą która się do niego zgłasza z tym samym problemem. Tak więc już skracając swoją opowieść - reklamacja została przyjęta, pieniądze zostały zwrócone ( aczkolwiek podczas wypisywania zaświadczenia o wydaniu mi pieniędzy, już coś zaczęli kombinować i wpisali o