Roman Fietz jako dealer Toyoty w Poznaniu był dobrym dealerem. Nie wyróżniał się zbytnio wśród innych dilerów. Nieprawidłowości jakie się tam zdarzały były wynikiem słabej wewnętrznej kontroli i nadzoru. Takie zdarzenia jak zawyżanie oleju, płynu do spryskiwaczy czy podmiany drobnych części NIGDY nie można było przypisać właścicielowi, tylko nieuczciwemu pracownikowi. Nie nosiło to znamion systemowego działania. Nie wnikając w inne problemy Salon-serwis stał się własnością firmy spoza terenu wielkopolski. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Z tamtego rejonu zaczęto sprowadzać pojazdy uszkodzone , nie do końca naprawione, pozbawione oryginalnych części, uzdatnianych na dodatek, elementy łączone na zwykły drut, zewnętrzne uszkodzenia czy nawet rdza zostały zamaskowane , a za usunięcie klient musiał zapłacić, dokumentacja myląca, niepełna i z licznymi brakami, informowanie klienta o towarze zastąpiono pojęciem "jak nie zauważysz to twoja wina", obowiązkowe serwisy gwarancyjne nic nie ujawniały, części zamienne ze szrotu itd. itd. Ponadto wprowadzono takie nieznane NIGDZIE pojęcia jak to, że samochód używany może być uszkodzony jak i zdekompletowany. Nie wspomnę o myleniu pojęcia "bezwypadkowy". Dla klienta to pojazd nieuszkodzony a dla sprzedawcy to pojazd, w którym podczas zdarzenia drogowego NIKT nie ucierpiał. Czyli spokojnie można twierdzić, że pojazd był bezwypadkowy, bo tylko po kolizji, ale tego już się nie dodawało.. Pomijam też kwestię zagłębianie się w unikanie jak ognia pisemnego potwierdzania wątpliwych faktów. Ustnie dużo a nawet więcej, ale pisemnie NIC. Żadnych śladów swojej działalności. SZOK. Takiego upadku salon przy ul.Bobrzańskiej jeszcze nie doznał i takiego wstydu Poznaniowi i Wielkopolsce, słynącej z solidności, nie przyniósł. Można by odnieść nieodparte wrażenie, że takie działania, niszczące wizerunek miasta i regionu, miały za jedyny cel wykorzystać renomę tego miejsca dla zbycia uszkodzonych pojazdów jako nieuszkodzone, dla osiągnięcia wyższych zysków, wynikających z wprowadzania klientów w błąd, poprzez wykorzystanie RENOMY SOLIDNOŚCI danego miejsca.. A dlaczego uważam, że działania były systemowe a nie autorstwa poszczególnych pracowników?. Ponieważ, moim zdaniem, cechowała je wyjątkowa zgodność działania, we wszystkich sferach działalności, od strony dokumentacyjnej, poprzez serwisową a kończąc na marketingu. Tego ROMAN FIETZ NIGDY SIĘ NIE DOPUŚCIŁ I NIE ZHAŃBIŁ TEGO REGIONU
jacek kistowski