Teraz zebrałam się na odwagę, by napisać opinię na temat tej firmy, a szczególnie na temat jej oddziału w Krakowie na ulicy Obrońców.
Pracowałam w ISM przez rok, i praca była fajna, dopóki po moim urlopie nie dostałam z dnia na dzień propozycji pracy jako Koordynator w dziale sprzedaży. Zgodziłam się, i to był błąd.
Pracownik, który miał mnie przeszkolić (dwa tygodnie przed swoim urlopem), zlekceważył sprawę. Tłumaczył się, że ma ważniejsze sprawy lub próbował wszystko wyjaśniać przez telefon. Dla mnie tłumaczenie przez telefon 12 arkuszy z Excela, a następnie usłyszenie na końcu: "Wiesz co, sam/a to zrobię, szybciej będzie", jest po prostu żałosne i bezczelne. Moje szkolenie odbywało się wyrywkowo, tylko wtedy, gdy ta osoba miała czas, lub po moich setkach pytań i błędów, robiła to z litości.
Wspomnę też, że podczas urlopu tego pracownika, nie miałam zajmować się kontaktem z klientem, ponieważ wszyscy inni handlowcy mówili, że się tym zajmą. A kiedy przyszło co do czego, oczywiście okazało się, że to moja wina, bo ja (mimo że było uzgodnione inaczej) miałam się tym nagle zająć. Nie wspominając, że podczas tych dwóch tygodni nieszczęsnego wyjazdu tegoż pracownika, w praniu wychodziły inne obowiązki, o których mnie nie poinformowano.
W listopadzie zadecydowałam, że przez zachowanie innych pracowników chcę wrócić na stare stanowisko. Po rozmowie z kierownikiem, który mnie ignorował przez trzy tygodnie, zostałam zwolniona z dnia na dzień. Powód: likwidacja stanowiska, na które byłam zatrudniona. Podejrzewam, że już po moim urlopie chcieli mnie zwolnić, ale nie mogli z pewnych przyczyn. Zamiast już wtedy powiedzieć mi, że chcą zakończyć współpracę, bezsensownie kombinowali.
Potraktowano mnie źle w tej firmie – bez szczerych rozmów, bez kompromisów, bez zaufania. Ale czego można się spodziewać po korporacji? Nie ma tam prawdziwych ludzi, tylko osoby z klapkami na oczach, które są toksyczne i fałszywe.
Z jednej strony zawalił mi się świat (ciężki okres w życiu), ale z drugiej – dobrze się stało. Jestem zdrowsza psychicznie, nie jestem już przedszkolanką mojego byłego "przełożonego" i nie muszę udawać miłej przed ludźmi, którzy mnie nie szanowali.
Stało się, jak się stało. Przynajmniej mogę zacytować: "Mam co wpisać do CV".
Żałuję tylko jednej rzeczy – że wcześniej nie przejrzałam na oczy i się nie zwolniłam :)