Praca w Energylandii - warto się dwa razy zastanowić, czy na pewno warto.
Zatrudnienie jako pomoc kuchenna, de facto jest się odpowiedzialnym np. za cały punkt, trzeba w miarę szybko łapać co i jak, nie ma czasu na wdrożenie do zadań. Odpowiedzialność i zakres obowiązków ogromne (co wynika też z tego, że jest zbyt mało pracowników). Może się zdarzyć, że na punkcie nie będzie osoby, która nas będzie mogła zastąpić, co kończy się tym, że wyjście do toalety czy zjedzenie czegokolwiek staje się problemem. Praca pod dużym stresem, kolejki są niemile widziane, że tak to ujmę, przez właścicieli, a nieraz po prostu nie da się szybciej obsłużyć klientów. W międzyczasie trzeba pamiętać o tym, żeby pilnować czystości na stolikach, wycierać etc. - a jak tu wyjść, jak się jest samemu. ;) Właściciele jeżdżą po parku i robią zdjęcia, np. brudnego stolika, długiej kolejki, brudnej podłogi, wysyłają zdjęcia kierownikom. Czuć ciągły strach pracowników przed kontrolami czystości, które podobno odbywają się też w nocy. Do wad na pewno należy zaliczyć nieprzemyślany system premii. Premię - 300 zł - na starcie ma każdy. W trakcie miesiąca można jednak dostać "dziurkę" za złe wypełnianie swoich obowiązków. Kierownicy straszą dziurkami, dają ich sporo - bo mają limity, które muszą wyrobić. Ochroniarza nieraz robią objazd po parku żeby dać dziurki, najłatwiej za używanie telefonu na widoku klientów. W efekcie premię ma każdy, ale cały miesiąc jest polowanie, żeby te premię odebrać. W sezonie praca po ponad 12h - od 8 (bądź od 9) do 20 - zamknięcie parku + trzeba posprzątać, poskładać. Zdarzają się przedłużenia godzin pracy parku, pracownicy nie mają takich ekstra godzin płatnych. Jedynie jeśli park byłby przedłużony do 22, to wówczas dostaje się voucher 20 zł do wykorzystania w parku. Trzeba jednak pamiętać, że pracownicy płacą normalne ceny w parku, także wartość tego vouchera to tak naprawdę 7-8 zł. Miesięcznie można zrobić po ponad 300 godzin. Stawka nie jest rewelacyjna, zaledwie 12 zł na rękę dla pracownika, który jest pierwszy sezon. Owszem, można zarobić 4000 zł na miesiąc, ale wyrabia się 2 miesięczne normy godzin. Przy przepracowaniu do 31.08 stawka wynosiła 13 zł, płacona również wstecz za przepracowane godziny (czyli każda godzina to 1 zł). Nie ma czegoś takiego jak nadgodziny, nie płacą super za przedłużenia parku i konieczności zostaia dłużej w pracy. Warunki zatrudnienia nie do końca legalne, na umowie ma się że w miesiącu pracuje się 60-70h. Nie mam możliwości wobec tego otrzymywania wypłaty przelewem, trzeba odbierać w kopercie. Na odbiór wypłaty ustalany jest jeden dzień, wszyscy ustawiają się w kolejce i czekają. Wygląda to lekko komicznie. Jeśli nie uda się odebrać pieniędzy w ustalonym dniu, trzeba dogadywać się z biurem. O czymś takim jak work&life balance trzeba zapomnieć. Praca 6 dni w tygodniu, 1 dzień wolnego - prawie na wyspanie się i ogarnięcie czegoś, choć za wiele nie da się zrobić. Każdy pracuje z takim obciążeniem, nie ważne czy ma 16 lat czy 30.
Dla osób, które pracują do końca sezonu, jest impreza, można załapać się na wyjazd do parku rozrywki w Europie. Po przepracowaniu 3 miesięcy można dostać bilety wstępu do parku.
Praca w energylandii jest dobra na miesiąc, dwa, inaczej można się zajechać. Można spróbować, ale naprawdę trzeba być odpornym na stres, żeby nie wpadać za każdym razem w paranoję, jak któryś z właścicieli przejeżdża obok, bo np. obawiamy się, że dostaniemy "dziurkę"