Pracowałam w DOZ S.A. 2 miesiące - jako specjalista ds. komunikacji wewnętrznej. Przede mną w ciągu roku na tym stanowisku były ponoć 4 osoby. Wymagana praca w licznych nadgodzinach, szefowa (wiceprezes) obraża się na pytanie o to, jak rozpisać nadgodziny płatne z domu. Wdrożenia w stanowisko miałam niby 2 tygodnie, z czego w większości były to spotkania z ludźmi, z którymi bezpośrednio nie miałam współpracować. Na wdrożenie w najważniejszy obowiązek poświęcono 10-15 minut. Dużo wyjazdów służbowych (w samym wrześniu miało być ich 7). Atmosfera pracy zła, bardzo nerwowa (szefowa lubi krzyczeć).
Na plus - niezłe stawki, karta sportowa, opieka medyczna po okresie próbnym, dostęp do licznych ziołowych herbat obecnych w portfolio firmy. Czyli to, co oferuje każde korpo.