Post piszę grzecznościowo.
Praca na początku wydaje się fajna. Jak zawsze współpracownicy w większości są bardzo fajnymi ludźmi, jako koledzy z pracy i poza pracą. W późniejszym czasie, prócz fajnych współpracowników, niestety odkrywamy wszechobecny bajzel organizacyjny. Panie z HR nie wiedzą co się dookoła dzieje i nie kontrolują systemów, nad którymi została im powierzona piecza, nie wspominając o działaniu tychże systemów i dostępu do nich (e-learningi to dramat! Czasem trzeba 2x przechodzić te same kilkugodzinne szkolenia przez niedopatrzenie jednej z Pań z HR). Panie z HR również traktują z góry osoby, które mają coś do powiedzenia i mimo wyciągania do tychże Pań ręki, nie dochodzi do porozumienia. Mało kto je lubi. Rekrutacja to inny kawałek chleba i dziewczyny z rekrutacji są super. Wracając do HR , niemożliwym jest nawet pogadanie z nimi na korytarzu, gdyż jedyne co można od nich usłyszeć to suche "cześć" w odpowiedzi, po czym widać w ich oczach jak bardzo nami gardzą. Pani zajmująca się rejestracją czasu pracy, nie wysyła miesięcznych raportów czasu pracy (co powinna robić) przez co dochodzi do nieporozumień i rozmowy w stylu "brakuje Tobie godziny tu i tam". O ile do takiej rozmowy w ogóle dojdzie, ale o tym później... Jest to o tyle problematyczne, ponieważ obowiązkowym czasem pracy w Avidzie są godziny 10-14, czyli można do pracy przyjść o godzinie 10, wyjść o 18; przyjść jednego dnia o godzinie 8, a wyjść o 15, żeby nadrobić tę godzinę dnia następnego. Wystarczy tylko być od 10-14 i przesiedzieć 8 godzin. Fajna sprawa? Nie działa to tak doskonale, ponieważ rejestracja czasu pracy nie odbywa się logowaniem do komputera, tylko odbiciem karty magnetycznej przy wejściu/wyjściu z budynku, o czym można nie raz zapomnieć. Problem powstaje, kiedy trzeba policzyć czas pracy, lub meeting z domu, a przyszło się do pracy o 10, wyszło o 14, żeby już z domu być na meetingu i szkoleniu przez Skype, np z powodu złego samopoczucia. Znam przypadek, gdzie na jednej sesji z Panią z RCP kolega musiał się stanowczo tłumaczyć i posiłkować mapami googla przez 30 minut, żeby w końcu wyszło, że nie ma w danym miesiącu niedogodzin. Dodatkowo musiał się upraszać o takie spotkanie korygujące, ponieważ jedynie "obiło mu się o uszy, coś tam manager mówił", że może mieć niedogodziny. Manager mu skwitował "załatwione, nie ma już sprawy". Sam również musiałem przez tę dziwną procedurę przechodzić kilka razy. Rejestracja Czasu Pracy w tej firmie jest więc, lekko powiedziawszy, niedoskonała, ponieważ HR i dział RCP nie jest w stanie działać zgodnie ze swoją polityką informowania pracownika na bieżąco o akcjach związanych z czasem pracy. Zrozumiałe? Jest regulamin, Ty się musisz stosować. My możemy. Dalej jeśli chodzi o stanowisko pracy, to sprzęt komputerowy dostajesz dobry, ponieważ wymaga tego specyfika wykonywanej pracy, a sprzęt musi znosić duży stres, ale na tym plusy się kończą... Polska placówka oszczędza na pracowniku jak tylko się da. Kiedyś pizza day odbywał się częściej i było więcej team eventów i imprez. Teraz został jedynie fruit day i nieregularne pizza day'e. Wspomnianemu koledze w trakcie rekrutacji i zaraz po zatrudnieniu, obiecali pracę zdalną po kilku tygodniach od inicjalnego szkolenia, potem wyjazdy na szkolenia z zakresu wykonywanego specyficznego zadania, co jest bardzo dobrym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli jego team zlokalizowany był w innej strefie czasowej. Niestety po czasie praca zdalna jak i wyjazdy się odwlekały, a po drodze koncepcja została 4x zmieniona, a On siedział 8 godzin wykonując proste zadania w godzinę, a pozostałe 6-7 godzin czytał dokumentację. Wszystko w porządku, tylko człowiek długo tak nie wytrzyma, a źródła się kiedyś kończą. Poza tym czekał 2 miesiące na wyjazd na pierwsze szkolenie z wykonywanej pracy. Drugie szkolenie miało się odbyć miesiąc później. Pamiętam jak się denerwował tym, że kończą mu się taski, dokumentacje, a dalej nie był dopuszczony do wykonywania pracy i wyjazdu na ostateczne szkolenie. Kolega opowiadał, że to by był już ostatni punkt w drodze do rozpoczęcia pracy, ale do tego właśnie szkolenia nigdy nie doszło. Dlaczego? Ponieważ jakiś manager managerów stwierdził, że nie stać ich na wyjazd i niech "nowy się póki co wykaże tym co może". Za bardzo nie miał czym, skoro jedyne co mógł robić to robić proste test-kejsy i przeglądać kejsy, które są w stanie oczekiwania. Wykonywał też proste zadania z zakresu update'u VM'ów i instalowania środowisk roboczych na tychże maszynach. Wszystkie taski wykonywał na czas. Zdarzało się jedynie sporadycznie, że nie mógł czegoś dokończyć, ponieważ ktoś był w innej strefie czasowej, lub na urlopie. Taka, nazwał bym to prokrastynacja i łudzenie go trwało 4-5 miesięcy, ale szkolenie dalej było odwlekane. Kolega zdecydował, że jeśli nic się nie zmieni, to ryzykuje i opuszcza firmę, ponieważ psychicznie dłużej nie mógł tego unieść. Dostał od psychiatry 2 tygodnie wolnego, po czym wrócił do pracy, ale niestety podjął ostateczną decyzję