Na wstępie napiszę, iż nie jestem typem osoby zostawiającej opinie w internecie, ale tym razem po prostu muszę. Mimo, iż moja rozmowa rekrutacyjna miała miejsce już jakiś czas temu, to nadal ją przeżywam. Mogę definitywnie stwierdzić, iż była to najgorsza rozmowa, na której byłam.
Na wstępie wchodzimy do strasznego syfu - brudna podłoga i wszędzie walający się towar bez ładu i składu, do tego stopnia, że nie ma nawet gdzie usiąść. Rozmowa odbywa się w "poczekalni", na kanapie (po wcześniejszym zdjęciu z niej asortymentu) przy reszcie pracowników, którzy w tej rozmowie uczestniczą dodając swoje przysłowiowe trzy grosze, także na prywatność rozmowy nie ma co liczyć.
Sama rozmowa to jakiś żart. Osoba rekrutująca sprawiała wrażenie jakby miła moje CV pierwszy raz w ręku. Pytania otrzymałam takie same jak podczas wstępnej rekrutacji poprzez rozmowę telefoniczną dzień wcześniej, więc nie rozumiem po co były one powielane... Miałam cały czas wrażenie, że rekruter mnie nie słucha, bo zadawał pytania o rzeczy, o których wspominałam 2 zdania wcześniej....
Sam stosunek osoby rekrutującej pozostawia wiele do życzenia. Ton głosu i odzywki wprost chamowate i sarkastyczne, do tego stopnia, że miałam ochotę wstać i wyjść w trakcie jej trwania. Ponadto miałam wrażenie, że jest do mnie po prostu uprzedzony i nic mnie nie obroni ani uratuje. Sprawiał wrażenie albo zazdrosnego o moją karierę, albo jakby w nią nie wierzył - no bo jak to, kobieta może cokolwiek osiągnąć? Na moją odpowiedź, iż zmiana pracy wynika z chęci rozwoju usłyszałam, że tu to ja się nie rozwinę i nie szukają ambitnych osób... Jednak moje doświadczenie (choć większe od wymaganego i mimo pracy na stanowisku z analogicznym zakresem obowiązków) okazało się nieodpowiednie, gdyż to była inna branża...
Firma szuka pracownika do wszystkiego, najlepiej z ogromnym doświadczeniem i najlepiej za najniższą krajową... Chyba nie zdają sobie sprawy, że za doświadczenie i umiejętności pracownika należy mu się odpowiednie wynagrodzenie. Jak chcemy zatrudnić specjalistę, który ma to wszystko i nie będzie wymagał od pracodawcy przyuczenia od zera do podejmowanego stanowiska to należy mu się odpowiednie wynagrodzenie. Zatrudniając "tanią Anię" należy pamiętać, iż będzie trzeba ją wszystkiego nauczyć i liczyć się z tym, że nie od razu będzie pracowała sprawnie i bezbłędnie, a czas to pieniądz, więc trzeba przekalkulować co jest bardziej opłacalne ;)
Z mojej strony tyle. Firmę niestety będę wspominać źle, a szkoda, bo wydawała się być ciekawa. Rozmowa mnie po prostu uraziła.
Jednak mam nadzieję, że ktoś z firmy wyciągnie wnioski z mojej opinii. Nie piszę jej, by dopiec firmie, tylko mam nadzieję, że ktoś weźmie sobie moje uwagi do serca i postaraja się coś zmienić i w swoim zachowaniu i w firmie, bo w przeciwnym razie nie wróżę im nic dobrego. No chyba, że komuś to odpowiada i nie ma sobie nic do zarzucenia - wtedy pozostaje tylko współczuć.