Rząd chce zmobilizować Polaków do segregacji śmieci. Wkrótce pod obrady trafi projekt nowelizacji ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach, który zakłada, że segregacja będzie obowiązkowa (dziś można zadeklarować oddawanie śmieci niepodzielonych), a wybierać będziemy spośród sześciu pojemników. Jeśli przepisy wejdą w życie, w altanach pojawią się pojemniki na papier, metal, tworzywa sztuczne, szkło, opakowania wielomateriałowe i bioodpady.
Kto nie dostosuje się do wytycznych, zapłaci karę – już nie dwukrotność, lecz czterokrotność opłaty.
Samorządy czują się skonsternowane tempem zmian. Mówi się wprost, że nie nadążają: w 2017 r. zaczęło obowiązywać rozporządzenie zobowiązujące gminy do segregacji na pięć frakcji. Dostosowały się (lub są w trakcie), a w międzyczasie może się okazać, że jednak zacznie obowiązywać jeszcze inny system.
Dostosowanie się kosztuje – w Warszawie odbiór i przetwarzanie odpadów kosztuje obecnie 300 mln zł. Po 1 stycznia 2019 r. wzrośnie dwukrotnie (wpływ ma na to m.in. wzrost kosztów transportu). A to przecież nie musi być koniec podwyżek.
Finansowe skutki zmian przepisów odczuwają też wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe, które muszą dostosowywać altany. Czeka je jeszcze jedna nowość – mają zniknąć zsypy w blokach.
Kontrowersyjnym postanowieniem projektu jest zastrzeżenie, że gdy firma wywożąca śmieci zauważy, że nie zostały one posegregowane, poinformuje urząd gminy. Na tej podstawie naliczona zostanie kara, którą zapłacą wszyscy mieszkańcy bloku.
czyli 4osobowa rodzina zaplaci miesięcznie nie 37 zł, lecz 148 zł.
ponadto
Rząd wydłuża okres przejściowy, w którym samorządy mogą podpisywać umowy na wywóz śmiecie dzielonych nie na 5 a tylko na 3 grupy do końca czerwca – pisze jeden z dzienników. Umożliwia to rozporządzenie resortu środowiska z 29 grudnia.
Zmiana prawa ma spowodować, utrzymanie dotychczasowych poziomów cen. Jednak, jak wskazują eksperci pytani przez "DGP", ryzykujemy kolejny konflikt z Brukselą. UE będzie bowiem od nas wymagać już od 50 proc. poziomu recyklingu.
Zwracają też uwagę, że mimo deklaracji resortu środowiska, że recykling jest priorytetem, to właśnie na tej zwłoce cierpi środowisko.
Zgodnie z przedłużonymi przepisami śmieci segregować będziemy wciąż na suche, zmieszane i szkło. Pierwotnie od nowego roku podział miał zostać rozbity na papier, plastik, szkło, metal i odpady organiczne.
Ponad 70 proc. Polaków segreguje odpady. Ale czy jest to potrzebne i ma sens? Liczba osób, które pozytywnie odpowiadają na to pytanie, jest już zaskakująco mała.
Od 1 lipca br. obowiązują nowe zasady segregacji śmieci. Do zielonego pojemnika powinniśmy wrzucać szkło, do niebieskiego papier i tekturę, do żółtego metale i plastik, a do brązowego – kuchenne resztki, czyli odpady ulegające biodegradacji. Tyle teorii.
Na dostosowanie i opisanie pojemników samorządy mają czas do końca roku, ale na ich wymianę na wskazane przez rząd kolory – pięć lat.
Do odzyskiwania odpadów na większą niż dotychczas skalę zobowiązuje nas Unia Europejska. W 2020 roku, a więc za niespełna 2,5 roku, musimy uzyskać 50-procentowy poziom recyklingu i przygotowania do ponownego użycia: papieru, metali, tworzyw sztucznych i szkła. Obecnie wynosi on tylko 26 proc., przy rocznej zmianie na poziomie zaledwie 0,7 proc. Dlaczego trwa to tak wolno?
Wątpiących nie brakuje
Odpowiedź na pytanie przynosi sonda. Swoje głosy w naszym badaniu oddało ponad pięć tysięcy osób. Ankietowani odpowiadali na pytanie: "Czy segregowanie śmieci na sens". Wyniki?
46 proc. badanych nie ma wątpliwości, że tak, bo w ten sposób możemy lepiej zadbać o środowisko.
Co czwarty z nas przyznaje jednak, że choć segreguje śmieci, to wciąż ma wątpliwości, czy warto to robić. Kolejne 5 proc. zwolenników recyklingu potrzebuje większej motywacji finansowej.
Większość ankietowanych, bo w sumie 77 proc., segreguje odpady. Pozostałe osoby nie podejmują działań z różnych powodów.
9 proc. twierdzi, że nie ma takiej możliwości. - Wynika to zapewne z obiektywnych uwarunkowań albo jest subiektywnym odczuciem ankietowanego. Biorąc pod uwagę wciąż znaczny udział w Polsce małych mieszkań, nie wydaje się, aby te 9 proc. to było dużo. Na małej powierzchni trudno.
To się nam nie opłaca
Aż 14 proc. badanych tłumaczy, że nie segreguje śmieci, bo ich zdaniem obowiązujący w gminie system segregowania po prostu im się nie opłaca.
czy warto to robić, można znaleźć nie tylko osoby mające wątpliwości co do środowiskowych efektów tych działań. Oni także mogą się zastanawiać, czy ich zaangażowanie przynosi im znaczące korzyści finansowe...