Zarobki są najsłabsze spośród wszystkich firm i branż, w których pracowałam. Obecnie 4500 zł netto na start to absolutne maksimum. Firma zachęca premiami i obiecuje możliwość uzyskania nawet „drugiej wypłaty”, jednak w praktyce zdobycie premii graniczy z cudem. Jest ona uzależniona od wyników indywidualnych, zespołowych oraz wyników telemarketingu. Przy dużej ilości obowiązków lub braku zaangażowania ze strony części współpracowników o premii można zapomnieć. Przez cały okres mojego zatrudnienia nie było miesiąca, w którym udałoby mi się ją otrzymać.
Wdrożenie do pracy jest bardzo krótkie – kilka dni szkolenia, po czym od razu stawiane są wysokie wymagania, np. realizacja kredytów na poziomie 100 tys. zł miesięcznie.
Kolejną kwestią są relacje w pracy. Oczywiście wiele zależy od konkretnej placówki, jednak mam wrażenie, że firma za wszelką cenę stara się utrzymać osoby pracujące od wielu lat. Nawet jeśli dyrekcja wie, że źródło problemów często leży właśnie po ich stronie, niewiele się zmienia.
Pani dyrektor jest osobą bardzo zaangażowaną we wszystkie sprawy, ale momentami odnosiłam wrażenie, że zaczyna się w tym wszystkim gubić. Nagany często otrzymywały osoby, które na nie nie zasłużyły, a odpowiedzialność zbiorowa była czymś powszechnym. Kiedy pojawiała się w placówce, wszyscy siedzieli jak na szpilkach. Miała też tendencję do przepytywania pracowników w celu sprawdzenia ich wiedzy, przez co czułam się bardziej jak w szkole niż w miejscu pracy.
Pan prezes/właściciel jest natomiast osobą spokojną, bezproblemową i ugodową.
Sama praca jest bardzo stresująca i wymagająca, ale nie ze względu na jej charakter, lecz przez ciągłe uwagi i presję ze strony pani dyrektor. Naprawdę chcę wierzyć, że przez cały okres mojego zatrudnienia kierowały nią dobre intencje, jednak im częściej wracam do tamtych doświadczeń myślami, tym więcej dostrzegam zachowań, które były dla mnie destrukcyjne.
Moje poczucie własnej wartości bardzo ucierpiało podczas pracy w tym miejscu. Po godzinach również nie potrafiłam odciąć się od obowiązków – ciągle myślałam o tym, co wydarzyło się danego dnia i czego będzie się ode mnie wymagać następnego. Ta praca nie pozwalała mi odpocząć psychicznie.
Benefitów, o których wspominały osoby w poprzednich opiniach, nadal brak.
Podsumowując – nie mam pretensji do tego miejsca, bo ostatecznie sama zdecydowałam się tam pracować. Z perspektywy czasu widzę jednak, że było to środowisko bardzo toksyczne pod względem relacji z ludźmi, zarówno współpracownikami, jak i przełożonymi. Praca stopniowo wyniszczała od środka.
Cieszę się, że nasze drogi się rozeszły. Mam nadzieję, że podejście niektórych pracowników oraz pani dyrektor do nowych osób kiedyś się zmieni i że zostanie zrozumiane, skąd bierze się tak duża rotacja. Problem nie zawsze leży po stronie nowego pracownika – czasami tkwi w tym, co zastaje on po przyjściu do pracy.