Mam pytanie, a w zasadzie spostrzeżenie. Aplikowałem na stanowisko Menedżer / Menedżerka ds. Rozwoju Nowego Biznesu – pierwsza rozmowa online na Teams, faktycznie pitu-pitu, bez konkretów, za dużo jak dla mnie prywaty, ale pan przedstawiał wizję bajkowej atmosfery, możliwości i ścieżki rozwoju niczym nieograniczonej oraz ogromnych pieniędzy w perspektywie. Drugie spotkanie również online na Teams – dłuższe, ok. 2 h. Zapoznanie z modelem i drabinkami awansów w zależności od wybranej ścieżki. Mimo że stanowisko jw., zaczyna się jako szeregowy – miesiąc nauki, zdany egzamin i 3 kolejne m-ce szkolenia. Za ten okres płacą 10 tys. miesięcznie jako „poduszkę bezpieczeństwa”. Warunek współpracy: brak aktywnej JDG – a wręcz nakaz zamknięcia jezeli prowadzi sie wlasną. Umowa agencyjna na wyłączność. Tak więc przekazanie informacji nastąpiło w sposób jednoznaczny; zaznaczę również, że poinformowano mnie o tym, że wynagrodzenie będzie się zmniejszać co kwartał (bo wyniki będą się zwiększać), wypłata pierwszej prowizji nastąpi po 3 m-cach od podpisania polisy. „Biznesplan”, czytaj: tabelka Excel, w której wpisuje się osoby z otoczenia jako potencjalnych klientów (rzekomo tylko do mojego użytku jako zobrazowanie możliwości), to również zabieg marketingowy, aby przekonać do siebie, ale interesuje mnie kilka innych spraw. Jak czytam te komentarze, to mam taki rozbieg co do toku myślenia wypowiadających się. Rekruter musi zachwalać i bajerować kandydata – to normalne.
Firma ma produkt, który sprzedaje, więc szuka ludzi, którzy się nadają, a nie każdy się nadaje – nie ma co oszukiwać się. Rekrutacja trwa ciągle, to raczej nic nadzwyczajnego (chyba).
Rekruter informuje, że wynagrodzenie jest zależne od zaangażowania – podaje dokładne cyferki i wzory – pierwszy miesiąc uczysz się, później zaczynasz sprzedawać, powoli 5 umów, 9 umów itd. Mają wyliczenia – podpisz 9 umów w miesiącu na poziomie 3000 PLN, przetrwasz – mniej nie będzie to opłacalne i dla ciebie, i dla nas – też o tym mówił. Spotkania 3 dziennie – 15 (12) na tydzień – bo coś zawsze może nie wyjść – jak będzie mniej, raczej nie opłaci ci się pracować i my nie będziemy zadowoleni – też mówi o tym.
Jak startujesz na menedżera – w 4. miesiącu masz dostarczyć 21 polis i zrekrutować 2 osoby, które zatrudnią się i będą na ciebie zarabiać – też to mówią.
Później masz rekrutować 1 osobę na kwartał i zwiększać zasięgi dowolnymi metodami – też mówią.
I teraz tak się zastanawiam: gdzie oni są nie ok? Jak dla mnie jasny przekaz, ale może czegoś nie rozumiem albo nie widzę pułapki, bo przecież każdy wie, że idąc na umowę agencyjną, to sam płacisz ZUS itp.Że idąc na agenta ubezpieczeniowego, masz prowizję, a nie stały etat. No chyba że ja naprawdę nie czaję tej branży, bo akurat handlowcem byłem, ale w innej dziedzinie. Dodatkowo zaznaczę, że czeka mnie spotkanie za kilka dni z regionalnym, czyli od pierwszej rozmowy do regionalnego (3) minie 11 dni.
I tutaj mam pytanie do byłych lub obecnych – czy ja nie rozumiem i są jakieś ukryte przekazy, czy jak? Uprzedzam, nie bronię firmy, ale jasno i klarownie powiedzieli, że kasa taka i taka, bo wyłączność, wynagrodzenie się zmniejsza, bo z zasady, idąc ich wytycznymi, mam zarabiać, więc teoretycznie się zwiększa, ilości są jasne, cyferki klarowne – czy mam rozumieć, że te wszystkie dane to bujda na resorach i nic z tego nie będzie prawdą, jak się podpisze umowę? Że jak już zgodzę się na zmianę pracy i pójdę do nich, to po 3 miesiącach okaże się, że 21 polis i 2 rekrutacje nie zrobią mnie menedżerem, tylko nadal handlowcem? Bo w trakcie okaże się, że np. te umowy miały być na kwotę x, a nie y? Proszę o szerszą wypowiedź, ponieważ skrajne opinie komentujących nie pozwalają mi jednoznacznie ocenić, czy firma gra czysto, czy to tylko mydlenie oczu. Oczywiście mam rozum i wiem, jak działa rekrutacja, od lat sam rekrutuję, ale jestem ciekaw, jak wygląda to od wewnątrz. Będę wdzięczny za każdą informację. :)