Po upływie pewnego czasu, jaki upłynął od mojego rozstania z Robygiem i pracy w nowym środowisku, można na chłodno podzielić się z ogółem z wrażeniami pracy na budowach.
1. Największy minus, to albo jesteś biernym, miernym, ale wiernym przydupasem jednego z szefów, albo jesteś śmieciem, murzynem do roboty i prędzej, czy później albo zostaniesz zmuszony do odejścia z firmy, albo zwolniony. Największymi grzechami są: pozwolenie sobie na inne zdanie niż menedżer/dyrektor, nadepnięcie na odcisk faworyzowanym wykonawcom, co oznacza chęć wyegzekwowania dobrej jakości prac, przepisów BHP, sprzątania.
2. Mimo, że to duża i bogata firma - nie mają inżynierów branżowych (elektryków, sanitarnych, drogowców) - wszystkim muszą zajmować się inżynierowie ogólnobudowlani, co jest dalekie od profesjonalizmu. Dodatkowo inżynierowie na budowie muszą naprawiać błędy projektantów (projekty są przygotowane słabo, często branże ze sobą sprzeczne), handlowców (sprzedają bajer klientom, a później na budowie trzeba się z tego tłumaczyć, albo odkręcać). Kadry na budowie jest zwyczajnie za mało i jest ona przeładowana obowiązkami tak, że nie ma szans na ogarnięcie wszystkiego zgodnie z życzeniami przełożonych. Albo nie dopilnujesz tematów na budowie, albo w papierach. Jak ktoś zachoruje - to już w ogóle robi się dramat. Oczywiście - winny jest inżynier, który albo jest leniem, albo brak mu kompetencji, albo nie chce za darmo pracować w nadgodzinach, czy w wolne soboty, o czym dalej.
3. Wymuszanie przez niektórych menedżerów, konieczności darmowej pracy po godzinach, w wolne soboty, mimo że jest to sprzeczne z zapisami umowy o pracę. Niestety, część inżynierów (zwłaszcza młodszych) godzi się na to, a ci, co nie chcą dawać się wykorzystywać, są źli i publicznie piętnowani. Chętnie zatrudnia się młodych inżynierów z nikłym, lub bez doświadczenia, bo kto już trochę popracował na budowie, albo ma jakiś charakter, na takie wymuszanie zwyczajnie nie pójdzie. Niektórzy uciekają się do perfidnego piętnowania publicznego członków zespołu, którzy nie chcą poddać się presji. Donosicielstwo i kopanie pod kimś dołków jest na porządku dziennym. Uwagi dotyczące potrzeb zbywane są milczeniem, olewane. Oczywiście, podczas procesu rekrutacyjnego wszystko jest ładne, piękne, polukrowane, uśmiechy, żarciki. Dwulicowość, że aż strach.
4. Przez czas mojej pracy w firmie odeszło lub zostało zwolnionych kilkunastu inżynierów; był nawet taki epizod, że odszedł cały zespół. W zdecydowanej większości byli to ludzie zaangażowani w swoją pracę, związani z firmą przez lata, kompetentni, chcący się rozwijać. Jak to świadczy o firmie i osobacg zarządzających - można sobie dopisać.
5. Mimo, że prowadzi się "ambitne" projekty, to wykonawcy prezentują sobą niewystarczający poziom. Część wybieranych jest, a w zasadzie narzucanych po znajomości dyrektora, czy menedżera: Marbet, Intertech, Kulok, Scorpion, a później z takim trzeba się użerać, będąc z góry na straconej pozycji. Nie ma szans, żeby wyegzekwować jakość, czy termin, nałożyć karę porządkową, bo polecą do swojego fumfla na skargę i tak winny będzie inżynier.
Na plus można zapisać fajne benefity, bo za złotówke jest Multisport i Luxmed, ale lepiej dopłacić tą stówę, czy dwie i pracować z fajnymi ludźmi, a do pracy chodzić, jeżeli nie z radością, to przynajmniej bez obawy, co przyniesie następny dzień. W obecnej sytuacji kadrowej, dopóki pewni ludzie stamtąd nie odejdą - odradzam pracę na ich budowach. Po rozstaniu z Robygiem udało mi się związać z firmą i takim zespołem, gdzie mimo oczywistych problemów na budowie, tarć i różnic zdań, jakie niekiedy wynikają można fajnie pracować, bez obawy, że ktoś w zespole będzie ci obrabiał 4 litery, a jak nie będziesz spolegliwym pieskiem menedżera, czy dyrektora, to wylecisz na pysk.