Jestem świeżo po odejściu z fundacji. Niestety kiedy byłam werbowana do pracy, ze względu iż jest to fundacja, obniżyła swoje oczekiwania finansowe. Po okresie próbnym zaproponowano mi umowę ze stawką o 300 zł netto niższą niż ta z okresu próbnego - nie przyjęłam jej. Próbowałam negocjować i zaproponowałam dwa warianty, które nie zostały zaakceptowane przez prezesa.
Ogólnie praca jest bardzo stresująca, ale nie ze względu na obowiązki, tylko na politykę pracowniczą jaką prowadzi bezwzględny i despotyczny szef. Niestety wyznaje on dwie zasady, które prowadzą do ogromnej rotacji pracowników:
- jak nie kijem go to pałką
- płacę Ci, więc mogę miażdżyć Cię psychicznie i nie szanować, a Ty masz siedzieć cicho.
Ja na przykład usłyszałam, że ma "luki w myśleniu", albo z drugiej strony "za dużo myślę". Dwie opinie wykluczające się... :)
Każdy ktoś odchodzi z pracy, jest wrogiem nr jeden i "działa przeciw fundacji". Trzeba się też liczyć z tym, że będzie się obgadywanym, ponieważ szef myśli, że w ten sposób zdobędzie autorytet pracowników - świetnym przykładem jest tu Maja, moja poprzedniczki.
Jeśli chodzi o pracowników to super ekipa, która jeśli by tylko jej nie podcinano skrzydeł, wyniosłaby fundację bardzo wysoko.
Ogólnie - nie polecam :(
PS. Dobra kawa, o ile ekspres jeszcze działa.
Ps2. Szkoda, że admin portalu usunie mój wpis. Pomimo, że jest on szczerą opinią, a nie "felietonem skrajnie subiektywnym".