prof Zniesmaczony27.04.2021 23:18
Były pracownik
Opinia dotyczy oddziału w Krakowie, ale jakoś nie mogę dodać osobnego profilu dla tego oddziału, więc trafia tutaj.
W krakowskim oddziale GE Healthcare pracowałem około 2 lata. Trafiłem do projektu zajmującego się hurtowniami danych.
Praca w GE okazała się sporą męczarnią. Chwilami miałem zapierdziel jak na Wielkiej Pardubickiej. Ciągle jesteś spóźniony, bo czegokolwiek byś nie zrobił to na drugi dzień zmieniają się wymagania i musisz (usunięte przez administratora) od nowa. Na każdym kroku wychodzi brak wiedzy team leaderów i managerów. Mimo, że daily stand upy są codziennie to i tak nigdy nic niewiadomo, nawet tego co jest do zrobienia i jak. Dochodzi nawet do takich absurdów, że niewiadomo czy to my mamy ściągać dane czy będą one do nas wysyłane. Nie ma żadnych opisów zadań, więc zbieranie wymagań polega na sklejaniu strzępków informacji z emaili, rozmów telefonicznych i konwersacji na Skypie. Wożenie pustych taczek jest w tej firmie normą.
Import danych z systemów źródłowych odbywa się beż żadnego ładu i składu. Nikt nawet nie analizuje czy tabela źródłowa to tabela faktowa czy wymiarowa, byle jak najszybciej załadować dane, przepchnąć je dalej i zrobić raport, nieważne czy ma to jakikolwiek sens czy nie. Byle było szybko, najwyżej potem się poprawi. W efekcie na produkcję trafiają np. raporty ze zduplikowanymi danymi. Kiedy to wyjdzie na jaw to nikt nie szuka błędu w procesie ładowania danych tylko wstawia się gdzieś DISTINCT-a w SQL-u i gotowe. Najwyżej potem będziemy się martwić. Mnóstwo felernych rozwiązań trafia na produkcję, ponieważ w firmie nie ma żadnych testerów!
Jak by tego było mało, na każdym etapie procesu wytwarzania oprogramowania czai się gdzieś "kolega z Indii". Jeśli znajdziesz się w sytuacji, że jesteś od niego uzależniony to Twoje zadanie może się opóźnić nawet o kilka miesięcy. Niestety, nie można tego w żaden sposób przyspieszyć ani nigdzie zgłosić, bo przełożonym Hindusa jest następny Hindus, więc niczego się u niego nie wskóra. Pracownicy z Indii są więc całkowicie bezkarni, czego nie można powiedzieć o pracownikach z Polski, do których są ciągłe pretensje.
Gdy domagałem się jakiejkolwiek wiedzy na temat procesów biznesowych, to powiedziano mi, że "firma jest oparta na relacjach". Czyli - jeśli zorientujesz się, że ktoś kiedyś coś zrobił to jak masz szczęście to może do niego dotrzesz i czegoś się dowiesz. Ale jeśli ten ktoś zdążył się już zwolnić to w tym momencie Twoje szczęście się kończy. Dokumentacji nie ma, bo "nie ma na to czasu".
Co jakiś czas w firmie następuje globalna zmiana narzędzi. Na przykład wszystkie raporty w SAP Business Objects mają być nagle przerobione na Tableau. Oczywiście brakuje pracowników z takimi umiejętnościami, więc zaczyna się gorączkowe poszukiwanie kto się tym zajmie. I wszystko pod presją czasu.
W firmie było sporo stażystów i praktykantów. Niestety, mimo, że to projekt hurtowni danych to można było spotkać osoby bez znajomości SQL-a. Nie mam nic przeciwko juniorom, każdy kiedyś musi się uczyć, ale kiedy takich osób jest zbyt wiele, albo nie daj Boże znajdą się na stanowisku decyzyjnym, to zaczynają się problemy. Te mało doświadczone osoby też nie mają lekko. Często zamiast wsparcia, w GE oferuje się im tylko złośliwy śmiech i kpiny współpracowników za plecami.
To, jak firma traktuje pracowników, szczególnie tych zewnętrznych, to w ogóle osobna historia. Oto jeden z przykładów. Po zakończeniu ważnego projektu zadowolony manager z USA przyznał wszystkim swoim podwładnym premie. Premie były przeznaczone zarówno dla pracowników General Electric jak i pracowników zewnętrznych i podwykonawców. Niestety jakiś polski "manager" z GE usunął wszystkich "zewnętrznych" z maila grupowego, tak żeby nie trafili na listę nagrodzonych. A przecież oni pracowali tak samo ciężko jak inni. Ale okazało się, że amerykański managerer był spostrzegawczy, zorientował się, że niektóre osoby zniknęły z listy i zaczął domagać się wyjaśnień :)
W GE zdarzają się nieciekawe formy pożegnania z pracownikami. Pewnego dnia jeden z kolegów nie mógł się zalogować do Windowsa. Próbował dzwonić do heldesku, ale nic nie udało się zrobić. Po jakimś czasie okazało się, że GE zrezygnowało z jego usług i wyłączyło mu konto, ale zapomniało go o tym poinformować. Zupełnie jak w filmach o bezdusznych amerykańskich korporacjach.
Warto wspomnieć jak firma zachowała sie w czasie pandemii. Wszyscy stażyści i praktykanci zostali zwolnieni, a pracowników zewnętrznych próbowano się pozbyć za wszelką cenę obcinając im etaty i argumentując, że są zbyt drodzy.
Mimo wszystkich negatywów w GE można też spotkać uczciwych, pracowitych i utalentowanych pracowników. Niestety kultura pracy tej firmy nie promuje takich zachowań. Bo przecież lepiej robić wszystko na łapu capu i chybił trafił, byle było szybko.
Jedno czego się w tej firmie nauczyłem to hasełko krążące po krakowskim biurze, które pięknie podsumowuje wszystkie absurdy, które mają tam miejsce:
"Kto pracował w korporacji ten się w cyrku nie śmieje" :)