Ach, Nestle Purina... firma taka sama jak marka Nestle, czyli wszystko pięknie na zewnątrz, specjalnie pod klienta, a w środku zgnilizna (i to dosłownie!), chaos oraz praktyki które przekładają zgodność dokumentacji ze standardami międzynarodowej korporacji nad stan faktyczny.
Wytrzymałem niecałe dwa lata. Czy było warto? Jeden rabin powie tak, inny rabin powie nie.
Pracowałem na takim stanowisku, że miałem kontakt zarówno z produkcją, jak i biurem związanym z tym działem. Poznałem ludzi z pasją, wiedzą, zarówno praktyczną jak i teoretyczną, którą dzielili się nią z uśmiechem na twarzy. Ludzi, zafiksowanych na karierze i wilczej chęci wspięcia się wyżej na drabince korporacyjnej, bez względu na koszty, swoje czy osób postronnych. Ludzi, których niekompetencja raziła w oczy tak bardzo, że człowiek zastanawiał się czy wygrali stanowisko w konkursie organizowanym przez jakąś markę czipsów. Ludzi, którzy często pomimo młodego wieku byli mentalnymi Januszami którzy zatrzymali się w latach 90', zachowywujący się jakby poza Nestle nic ich już w życiu dobrego miało nie spotkać i trzeba za wszelką cenę trzymać się pracy rękoma i nogami, zgadzając się ze wszystkim, płynąc z prądem. Ludzi tak ustawionych na swoich stanowiskach, że bez kozery mogli obarczać innych swoimi zarówno obowiązkami, jak i przewinieniami, przy głośnym przyzwoleniu wyższych szczebli władzy. Ludzi, który po prostu przychodzili do pracy przepracować zmianę w spokoju, bo życie zaczyna się po odbiciu karty na wyjściu, a nie na wejściu. Niestety, ludzi pozytywnych było mniej niż tych z negatywną energią, więc po jakiś czasie przychodziło się do pracy z kwaśną miną, nastawiając się na kolejny tydzień w którym ktoś popsuje Ci humor, specjalnie lub nie, na kilka najbliższych dni pracujących. Sporo zależy również od tego na jaką zmianę trafimy, bo ludzie, ich podejście oraz przełożeni różnią się mimo że to ta sama organizacja.
Jest to zakład dwóch prędkości. Pierwszy, czyli produkcja oraz działy wspierające, musi mieć wszystko zrobione na wczoraj, gonią ich KPI, terminowość, jakość. Druga część, czyli biura. HR, BHP, informatycy, księgowość itd. Tam czas płynie wolniej, nie ma mowy o pośpiechu, coś będzie zrobione może jutro, może za tydzień, a może wcale? Jak chcecie spokojnej pracy to kierujcie swoją uwagę właśnie tam. Podobna sytuacja jest również ze stołówką. Zapomnij o normalnym posiłku na nocnej zmianie.
Odnośnie nierównego traktowania, niektóre działy wspierające również pracują sobie na pełnym chillu, od poniedziałku do piątku po 8h. Dla przykładu magazyn. Chcesz na nockach albo w weekend coś pobrać? Takiego wała, szukaj albo dzwoń sobie po ochronę lub kogoś kto ma dostęp. Nie ma akurat dzisiaj nikogo? No to Ty masz problem, a nie firma. Takiego podejścia oraz niesprawiedliwości możecie spodziewać się na co dzień – jeśli Cię to nie rusza to spoko, mnie osobiście to niesamowicie irytowało im dłużej pracowałem.
Nestle lubi chwalić się swoim podejście do BHP. Owszem, jest ono pilnowane i na wysokim poziomie, ale jeśli chodzi o dokumentację, a nie stan rzeczywisty. Wszystko musi być obklejone, wszędzie mają wisieć zawieszki z dziesiątkami stron papieru, ŚOI mają być na miejscu. Czy będziesz tego używał to już mało ważne, najważniejsze aby było szybko, bez przestojów, "rób tak jak my, a nie wymyślasz". No chyba że ma z wizytacją przyjść dyrektor, wtedy cała plejada gwiazd, od liderów po inżynierów, potrafi Cię przez pół fazy gonić gdyż zauważyli że nie masz rękawiczek na rękach bo wszedłeś 10s wcześniej na halę albo brak czepka pod kaskiem, pomimo że jesteś praktycznie łysy jak księżyc. Widzisz kogoś że szedł schodami bez trzymania się poręczy? Koniecznie pisz "anonimowy" donos. Jest to wręcz wymagane.
Odnośnie zgnilizny – wchodząc na zakład, raczy nas zapach jakby lekko zawilgoconej, suchej kociej karmy. Po paru miesiącach nawet już tego nie czujemy, więc idzie się przyzwyczaić. Za to nie mogłem się przyzwyczaić do zapachów już na samej produkcji. Najgorzej było podczas mycia chemicznego, lub tam gdzie produkuje się "piramidki", czyli faza V. Szanuję ludzi którzy potrafili wytrzymać w takim smrodku po 12h dziennie, ale człowiek podobno potrafi do najgorszego się przyzwyczaić. Jako wisienkę na torcie dodajmy 40C na hali w lato przy wysokiej wilgotności. Tropiki w środku Europy.
Czy jestem polecić Nestle jako potencjalnego pracodawcę? Tak, jeśli masz znajomości, dzięki którym będziesz mógł więcej niż inni, ale za to miał mniejszą odpowiedzialność. Wtedy dasz radę przetrwać dłuższy okres czasu, podwyżki będziesz mieć większe niż reszta, a i może jakiś awans wpadnie po drodze. Dla przeciętnego pracownika firma nie ma nic innego do zaoferowania prócz szkoleń oraz ładnego wpisu w CV, dlatego nie warto tam pracować dłużej jak dwa lata. Szkoda zdrowia, szkoda nerwów, szkoda czasu. Chyba że jesteś osobą która obskoczyła już wszystkie firmy wokół i nigdzie indziej już Cię nie chcą, wtedy tak, lepiej zaplanuj sobie najbliższe lata z Nestle.