Turnus rehabilitacji leczniczej w ramach prewencji zus układ krążenia 17.08.20-09.09.20r. w realiach pandemii. Wow na widok samego obiektu, miłe zaskoczenie zachowaniem Pana z szatni, który wyłowił mnie w drzwiach z walizką i zaproponował pomoc. Życzliwe podejście w trakcie zakwaterowania, gorzej było już z pierwsza wizyta pani doktor, bo niestety nie dotarła i byłam obsługiwana przez inną lekarkę. Krążeniówce powiedziano, iż wizyta u lekarza owszem jest możliwa 1 w tygodniu, gdy nie ma potrzeby to proszę nie przychodzić nie robić tłoku. Dziwne, że nikt nie chciał na własne oczy sprawdzić, czy wszystko z nami ok, czy zabiegi są dobrze dobrane. Wizyta u lekarza której fizycznie nie było w papierach z pewnością jest zanotowana jako odbyta- wiadomo sponsor ZUS ureguluje, ale czy aby tak powinno to wyglądać? Końcowej wizyty również nie było - bo po co, za to wykaz badań jakie rzekomo przeprowadzono na mnie - nie wiem kiedy, bo nie przypominam sobie tego faktu, nie wiem czy to spowodowane zmęczeniem zabiegami czy innymi atrakcjami, które nam skutecznie odebrano bo pandemia. I tak z szokiem odkryłam, iż przeprowadzono u mnie między innymi badania: stanu ogólnego, dotyczące odżywania, skóry, naczyń żylnych, czaszki, głowy, gałek ocznych, jamy ustnej, szyi, klatki piersiowej, ruchomości oddechowej, płuc, serca, tętna, brzucha. Jako osoba o normalnej wadze, dostałam w zaleceniach między innymi wskazaną redukcję masy ciała. Kurka to co mam ważyć 45 kg? O dziwo, u szczuplejszego niż ja kuracjusza również wpisano te zalecenie. Wiadomo korzystają z kopytek i wpisują wszędzie gdzie popadnie to, co im pasuje - bez świadomości jak ten pacjent w ogóle wygląda. A swoją drogą cudownie uzdrowili połowę kuracjuszy - poprawa, u niektórych radykalna. W karcie mej znalazło się również stwierdzenie: "rehabilitacja psychologiczna spowodowała dobrą ogólnie relaksację i obniżenie poziomu stresu" - ciekawe na jakiej podstawie to stwierdzili, bo podkreślam, żaden lekarz mnie nie widział i nie pytał się o moje odczucia od momentu testu na bieżni na początku turnusu. Przy okazji w tym miejscu serdecznie pozdrawiam panią Mariannę, która prowadziła z nami wykłady. Pani Marianno szacunek za profesjonalizm, podejście do kuracjuszy i zobrazowanie nam tak na prawdę po raz pierwszy, co się przytrafiło nam, dlaczego, jak to wyglądało i co dalej. I tak pamiętamy, nieużywane organy zanikają. Przejdę teraz do stołówki i posiłków. Otóż wszyscy wiemy, że pandemia wywołała spory bajzel. Ale z całym szacunkiem, rozkładanie wszystkich posiłków na raz nie wróży niczego dobrego. Przez prawie cały turnus zimne dania to była podstawa, jak ciepła zupa, to zimne ziemniaki, kasze itd. Co do zup, to do dziś jestem pod wrażeniem, że makaron dodaje się do każdej zupy. Nie wiem czym to było spowodowane, ale ostatnie 3,4 dni posiłki o dziwo były gorące - można, można tylko trzeba chcieć. Co do zabiegów, to przy 124 u kuracjuszy z problemami ruchowymi moje skromne 89 to był pikuś. Jak ktoś ma zdrowie to oki, ale ganiać kuracjuszy z góry na dół, korytarzami z jednego końca na drugi w określonym czasie krótkim między kolejnymi zabiegami to chyba lekko trąca myszką. Co do personelu od zabiegów, pozdrawiam wszystkich serdecznie odnośnie nas krążeniowców, szczególnie pana Piotra - dziękuję za życzliwość, życzę wszystkiego co najlepsze, gimnastyka kardiologiczna i "trener" od niej też spisał się na medal. Co prawda jest jakaś gwiazda na zabiegach, teraz nie pamiętam jakich wciąż fukała na pacjentów, niezadowolona że musi tu pracować, pozdrawiam też serdecznie pana od kąpieli - takiego zdrowia do pacjentów i poczucia humoru 100 lat i o jeden dzień dłużej. Pandemia, pandemia, tłok w windach, przed stołówką tłumy wchodzące sobie na plecy. Wszędzie poruszaliśmy się w maseczkach, ale jak ktoś się uparł, to nic mu nie mogli zrobić. I tak śmigał sobie jeden kuracjusz bez w nosie mając nasze odczucia. W pierwszym tygodniu zapewniono atrakcję, grill i muzyka na żywo (weekend), kuracjusz uśmiechnięty i szczęśliwy - kuracjusz zdrowszy. Ze względu na pandemię i księdza obok i z sąsiadów po przeciwnej stronie imprezy - było to tylko raz w sobotę i niedzielę. Pandemia nie przeszkadzała, że na tę imprezę przyjeżdżali też ludzie z zewnątrz, bo chcieli sobie umilić weekend. Czy mieli test na coronę? Wątpię. Corona nie przeszkodziła też w zorganizowaniu wycieczek - a co Licheń i inne. Kasa musi się zgadzać, niby obostrzenia, niby zamknięci w ośrodku ale na wycieczkę jak najbardziej trzeba ludzi zabrać. Komercyjni goście to bogowie i tak byli traktowani, my z ZUS-u, NFZ-u to gorszy sort - odczuliśmy. Marmury marmurami, nie wszystko złoto co się świeci. Po deszczach woda strumykiem po wnętrzach, sufitach, łącznikach się sączyła. Zalało też pokoje kuracjuszy. W dzień, przed głównym wejściem do uzdrowiska stanął sprzęt z podnośnikiem, którym bez żadnej krępacji, odgrodzenia, osłonięcia przed wchodzącymi i wychodzącymi kuracjuszami wciągano na dach papę, by załatać to i owo.