Były pracownik23.02.2021 11:45
Były pracownik
Widzę, że jednak prawda kole w oczy.Zamieszczam po raz kolejny.
Witam,
prosiła, prosiła i wyprosiła.
Otóż zacznę od tego, iż opinia Anety jest prawdziwa.
Jestem byłym już pracownikiem firmy, rozwiązano z nami umowy z dniem 31.01.2021
Praca jak praca, z dłużnikami bywała różnie ale nie o nich tu mowa a o pracodawcy.
Faktycznie miała być korporacja 15 osób, działy różne i aj waj. Generalnie średnia pracowników przez wszystkie lata to może 20-25 osób , w styczniu tego roku było nas na koniec 6 windykatorów, przepraszam telefonistów.
Faktycznie różowo nie było i to pod wieloma względami.
Pamiętam jak na CC były sprawne 1 słuchawki ( słownie jedne) i jeśli dobrze pamiętam działały na jedno ucho. Wyobraźcie sobie teraz pracę przez 8 godzin dzwoniąc z telefonu stacjonarnego, przytrzymując słuchawkę na ramieniu, bo musisz w między czasie dodać notatkę i windykować dłużnika, no ale kogo to interesowała na pewno nie naszego pracodawcę.
Jeśli w firmie byłą cisza ( brak wiadomości od szefowej) zawsze było wiadomo,że długo taki stan rzeczy nie potrwa, zawsze trzeba było coś znaleźć do czegoś się przyczepić, nie trzeba było przejeżdżać, wystarczyło napisać.
Mieliśmy chyba słuszne wrażenia,że uważano nas za ludzi mało inteligentnych, przychodzących do pracy napić się kawy i pomachać nogami pod biurkiem.
Pozwolę sobie przytoczyć :
1. odnośnie niezadowolenia z wyniku - czy państwo rozumieją co to znaczy słowo całość? i tu wywód, całość to nie pół , nie ćwiartka nie rata nie część.
2.proszę się obudzić i zabrać do pracy bo wasze dane wołają o pomstę do nieba, maja być jutro wpłaty! czy wszyscy dobrze zrozumieli czy ktos potrzebuje indywidualnej pogawędki.
To byłą norma i standard .Gdy zaczęliśmy pracę w HO podczas pandemii, na komunikatorze padały duże mocniejsze i ostrzejsze słowa, chamskie i prostackie , nie wiem czy pozwolę sobie zacytować (usunięte przez administratora)
Zresztą doskonale wiedzieliśmy, że czytają to co piszemy miedzy sobą i dlatego pojawiały się tam takie informacje które chcieliśmy, żebyśmy wiedzieli.
Normy, normy i normy, dane były zbierane co godzinę al e gdzie tam jak się siedzi w domu a w pracy ma sie samych pracowników, którzy robią wszystko nie pracować trzeba przykręcić śrubę.Mieliśmy na koniec każdego dania wysyłać zadeklarowane wpłaty , ba na koniec dnia po co, przecież można co godzinę.
L4 , urlopy na żądanie o boże nie wąż się, bo będzie, kara, wielu pracowników tego doświadczyło, były to niekończące się odsłuchy, brak maili od dłużników bądź podwojona ich liczba.
Zdawać by się mogło,że do przedszkola chodziliśmy a nie do pracy.
Zawsze było, mało, mało, za mało, teraz już wiemy dlaczego.Wiemy na co pracowaliśmy tyle lat ale to my byliśmy tymi niedobrymi.
bo przecież to my tylko mówiliśmy : daj podwyżkę, daj wolne(usunięte przez administratora)
Byliśmy tam nikim , zastanawiam się dlaczego nas wcześniej nie zwolniono, skoro z 2 lata temu może 3 nawet przyjechała Pani (usunięte przez administratora)i powiedziała nam pracownikom, którzy pracują nie tylko i wyłącznie na swoje wynagrodzenia ,że nas nie potrzebuje, że nie jesteśmy jej do nieczego potrzebni bo przecież smsm powodują wpłaty.
I tu pojawia się słowo , które powinno trafić do kanonu windykacji # SAMOWPŁATA!
Gdy wynik był naprawdę dobry , co usłyszeliśmy? otóż i co samowpłaty się skończyły i teraz będzie lipa...
Byliśmy nazwani telefonistami bo przecież nawet do dłużnika się dodzwonić nie umiemy, bo nasza w tym wina ,że zablokował numery albo nie odbiera.
(usunięte przez administratora)
W tej sytuacji na usta ciśnie się tylko jedno: bajka o wężu.
Pożegnano się z nami w sposób jakiego nikt się nie spodziewał i dal jasności, nikt nie płakał i nie płacze,że już w Armadzie nie pracuje, ale o podejśvie do ludzi , którzy spędzili tam 5 i więcej lat, bez uż, bez L4, będąć niejednokrotnie na każde zawołanie.
Powiedziano nam wprost albo podpiszecie porozumienie i z dniem 31.1 rozchodzimy się (usunięte przez administratora) Mieliśmy bardzo pracowity weekend , prawnik doradził nam jeszcze co i jak i byliśmy przygotowani na wszystko.(usunięte przez administratora)Jeśli miałaby sprawa do sądu pracy trafić bardzo proszę mamy czas. Zajęliśmy konkretne stanowisko, byliśmy stanowczy i co się okazało, że w 15 minut znalazły sie pieniądze.
Żałosne i żenujące podejście zdawać by się mogło dorosłych ludzi.
Karma zawsze wraca, zawsze .Jest to tylko kwestia czasu.