Chciałbym z nieco z innej perspektywy zobrazować sytuację osobom chcącym podjąć pracę w Clarenie (szczerze odradzam), albo pracownikom z innych działów. Pracuję w Clarenie od kilku lat, ale poza działem sprzedaży, choć jak większość firmy jestem z nimi dość mocno powiązany. Clarena jest pracodawcą b. przeciętnym, żeby nie powiedzieć słabym (nie będę dużo marudził bo sam w tym tkwię). Firmą zarządza TYLKO i WYŁĄCZNIE właścicielka (PP), a wszyscy dyrektorzy i kierownicy są jej pomiotami nie mającymi kompletnie nic do powiedzenia. (usunięte przez administratora)Działa to mniej więcej tak: im lepiej wykonujesz rozkazy PP tym jesteś wyżej w hierarchii (czytaj tym jesteś większym pomiotem) i tym jesteś bliżej popadnięcia w niebyt u Wszechmogącej (czytaj niebawem nie ma Cię w firmie).
I teraz do konkretów, czyli co mnie boli i dlaczego się tutaj wypowiadam. Jedynym obszarem w Clarenie, w którym można coś zarobić, a warunki pracy są w miarę OK jest dział handlowy, czyli Ci ludzie którzy tutaj tak krzyczą. Mają podstawy wynagrodzenia podobne jak inni w firmie, dodatkowo zarabiają prowizję (w zależności czy akurat PP ma chęć im ją dać, jeżeli nie to dopierdziela plany z kosmosu), mają co chwila nowe samochody (płatne kilometry do użytku własnego, ale zawsze to taniej niż utrzymanie własnego auta), zaczynają i kończą pracę w godzinach jak im pasuje, itd. Pracę handlowców można w największym skrócie opisać jako jazdę pomiędzy salonami kosmetycznymi, popijanie Caffe Latte i dyskusje o d… Maryny z klientkami (mam znajomą kosmetyczkę, która tak to opisuje). I wreszcie kiedy PP (którą swoją drogą tak samo szanuję jak ona wszystkich swoich podwładnych, czyli w ogóle) postanowiła to trochę ukrócić za pomocą rąk manager’ów M. i O., zwalniając trochę nierobów (w postaci podstarzałych kobitek, często z małych pipidówek, dla których była to praca życia) generujących olbrzymie koszty dla firmy i zaczęło się wylewanie brudów na gowork’cie. Rozumiem, że strata pracy z dnia na dzień dla takich osób to b. nieprzyjemne wydarzenie, ale opisywanie jakichś machlojek, w których chwilę temu samemu brało się udział jest co najmniej niesmaczne. Wg moich informacji (a są z pewnego źródła) PP chciała pozbyć się handlowców za niewykonywanie planów. Ale wiadomo, człowiek w potrzebie staje się bardziej przedsiębiorczy i zaczyna kombinować. Tutaj polegało to na przepinaniu sprzedaży od osób które miały już swój plan wykonany dla osób które były „pod kreską”. Robili to sami handlowcy, być może przy pomocy kierowników. Ja bardziej skłaniam się przy wersji, że robili to sami handlowcy, ponieważ dla kierowników oznaczało to dodatkową nieprzyjemną pracę w postaci zwalniania ludzi (dzieje się teraz), a wiadomo kierownik pracy się raczej wystrzega. Ale to wszystko można łatwo sprawdzić w systemie, np. czy kierownik ratował tak tyłek rodzinie, co by go definitywnie dyskredytowało (mam nadzieję, że ktoś to zrobi). Problem pozostał więc teraz lecą głowy niejako losowo, wiadomo rodzina, przyjaciółki i najbardziej pracowici handlowcy zostają, a reszta... (podejrzewam, każdy z nas postąpił by podobnie).
Swoją drogą mam znajomego, który ma znajomego, którego wujek pracował kiedyś w sprzedaży i wiem, że nazwijmy to kreatywna księgowość, jak przepinanie sprzedaży, w takim dziale nie jest niczym strasznie nagannym (dopóki pomagamy sobie wzajemnie, jednocześnie nie szkodząc finansowo firmie), a często nawet mile widzianym (świadczy o tym, że pracownik jest obrotny i nadaje się do takiej pracy). Zatrudnianie rodziny i przyjaciółek jest według mnie ohydne, ale powszechne nawet zagranicznych korporacjach, gdzie jest to oficjalnie zakazane (w Clarenie PP swego czasu zachęcała do zatrudniania całych rodzin). Nie chce tutaj nikogo bronić, szczególnie kierowników, którzy u nas w firmie są na wyjątkowo niskim poziomie, ale jeżeli ktoś nie potrafi się odnaleźć w warunkach swojej pracy to czego się spodziewa i czego w niej szuka? Czy Wy zwolnieni desperaci naprawdę myślicie, że pisanie takich śmieci coś zmieni? Jedyne co możecie ugrać to jeśli PP przeczyta te wypocin to jeszcze bardziej pokocha znienawidzoną przez Was manager M., przybliży ją do siebie, wyżuje i po niedługim czasie zapewne wypluje ze swojej firemki (zasada opisana wyżej). To najwyżej możecie ugrać, ale prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest niewielkie (PP zamiast czytać te wypociny, pewnie jedzie sobie swoim Range Rover’em pojeździć na koniach, pograć w tenisa, albo kupić kolejną wycieczkę na Barbados). Dużo bardziej prawdopodobne w takim przypadku jest jednak zwiększenie kontroli, audytów i generalnie upierdliwości w pracy dla zwykłych uczciwie i ciężko pracujących ludzi! Dlatego apeluję do zwolnionych lub spodziewających się zwolnienia osób: weźcie się nieroby za szukanie pracy, nie traćcie czasu na nic niewnoszące, a jedynie szkodzące Waszym niedawnym kolegom z pracy (nie kierownikom!) komentarze tutaj! GAME IS OVER!!