Ogłuchłam od zepsutej maszyny do lodów w Poznaniu na Dworcu Zachodnim, której od wielu miesięcy nie naprawił kierownik restauracji. Ten hałas słyszeli wszyscy, zgłosiłam menagerce od McCafé, a ta odpowiedziała, że "ta maszyna taka jest", bo też miała w to wywalone widocznie jak wiele menagerów w tą pracę i zero odpowiedzialności...
Jeden menager zgłosił kierownikowi to, a on odpowiedział jak zwykle, że "no może potem się tym zajmę". Zawsze chodzi po restauracji robi obchód i wskazuje innym palcami rzeczy, które są mało istotne lub nawet nie istnieją byleby było widać na kamerach, że jest taki "potrzebny i bystry". A popełnił błąd, bo nie wezwał serwisu do zepsutej maszyny, od której wszystkich bolały uszy. Zależało mu aby wykazać kosztem naszego zdrowiw i życia, że restauracja ma wspaniałe wyniki w excelu i nie ma kosztów. Wezwał serwis po cichu dopiero 5 dni po wypadku jak się wystraszył, że upubliczniam to zdarzenie, gdyż liczył, że tę tak poważną sprawę ukryje, gdy mi wmówi, że mam wodę w uszach lub, że za głośno słucham muzyki i gdy na mnie nakrzyczą i zastraszą. Bezczelność. Minęły 2 miesiace i 10 dni, a on od początku uniemożliwia mi ścieżkę dochodzenia odszkodowania z tytułu utraty sluchu po jednej stronie głowy, pomimo, że wiele razy podejmowałam rozmowę w tym temacie. Do dziś zero zwrotów za leki i za korona wirusowe szpitale. Milczy jakby nic złego nie zrobił i jakby się nic nie stało. A to on nie dopilnował bezpieczeństwa. Nie wyłączyli tej zepsutej maszyny po wypadku, bo przecież sprzedaż trzeba kręcić, jedyne co wprowadzili to menagerka przed użyciem jej i przed jej zawyciem zbyt głośnymi decybelami krzyknęła "uwaga na uszy!" I nawet będąc na kasie musiałam zasłonić ucho, bo nawet tam uszy bolały, a klienci złowrogo i ze strachem spoglądali na tak potężne źródło hałasu. Który kierownik dopuszcza zepsuty sprzęt do użytku pracowników powodując takie niebezpieczeństwo, a w konsekwencji ciężkie kalectwo? Taki człowiek to jest niebezpieczeństwo dla wszystkich pracowników i gości. Dali mnie głuchą na kasę, bo zadzwoniłam do restauracji po wyjściu ze szpitala z pierwszą opinią stwierdzonej głuchoty neuronowo czuciowej, zapytać czy naprawili maszynę i czy jest nadal używana, odpowiedzieli, że jest nienaprawiona i że jest w użyciu i że dadzą mnie kilka metrów dalej na kasę i czy mi to pasuje. Stresowało mnie to, bo klientom, którzy nie wiedzieli dlaczego głucha dziewczyna stoi na kasie mówiłam, że przepraszam, że ich nie słyszę, bo ogłuchłam. Gdy zaczęłam płakać, bo to było jak znęcanie się nade mną takie stanowisko dla niesłyszącej osoby, to dali mnie na inne. Kierownik mojej restauracji myślał, że ma do czynienia z typową zacofaną społecznie osobą, która tam pracuje i liczył, że sprawa ucichnie i że on nie poniesie żadnych konsekwencji gdy mnie zastraszy lub gdy z ofiary tak straszliwego uszczerbku na zdrowiu, bo to jest ból psychiczny, fizyczny i kalectwo oraz zespół stresu pourazowego, bo liczył na awans z p.o. kierownika na kierownika i gdy już go awansowano chyba w nagrodę za to, że jest niekompetentny, bo do wypadku doprowadził i kalectwa młodej kobiety, naszym kosztem, bo mógł jeszcze ogłuchnąć ktoś inny lub jakas kobieta w ciąży, zapewne już by w niej nie była, bo trzeba było wprowadzić ciężkie leczenie farmakologiczne. Bezczelna personalna atakując mnie i prowokując mi wmawiała, że przecież słyszę doskonale - może ona sądzi jest mądrzejsza nawet od lekarzy...
Jak się wystraszyli, że ja nie dam schować tej sprawy pod dywan i tak się dać traktować, wówczas po półtora miesiąca dali mi skierowanie do medycyny pracy! Jak ja cały czas pracuję na wszystkich stanowiskach... Wyłączony mam głośnik z jednej strony głowy. Wiem, że ktoś coś mówi, ale nie słyszę co (jak pod wodą) i strasznie mnie boli w uchu.
Pewnie mi nie przedłużą umowy, bo kierownik pokazał już swoje cechy charakteru i wiem, że zrobią wszystko aby zatuszować to przestępstwo z uszczerbkiem na zdrowiu jakim jest dupuszczenie do użytku pracowników zepsutej maszyny. Do dziś nic nie zwrócili nawet za leki. Tak traktują w korporacji, gdzie jestem żywym dowodem niekompetencji tego kierownika. A półtora miesiąca przed moim wypadkiem życie straciła w magazynie tej firmy 31 letnia kobieta przygnieciona przez regał. A ja bym chciała dostać odszkodowanie, bo jeszcze żyję, tylko mnie zbywają (grali nie fair na czas po swój awans) że mam iść do lekarza, mimo, że cała dokumentacja została im dostarczona milczą, a ja cały czas cierpię i wydaję dużo pieniędzy na lekarstwa, po których też niedobrze się czuję ale trzeba pracować, uczyć się i płacić rachunki. Tak się ludzi nie traktuje. Ta firma zbywa, zastrasza, nie poczuwa się do odpowiedzialności, nie chce wypłacić odszkodowania i nie zapewnia bezpieczeństwa pracownikom. Bardzo źle traktują pracowników, którym wyrzadzili kalectwo. Nie spodziewałam się tego po takiej firmie jak McDonald's. Powinni bezzwłocznie zatrudnić innego kierownika.