Witam wszystkich zainteresowanych podjęciem pracy w myjni IMPEL FOOD Ełk (na terenie ANIMEX). Na początku chcę wszystkim rozjaśnić co to za praca (później o warunkach i płacy).
Praca typowo fizyczna dla osób zdrowych i wytrzymałych fizycznie. Polega na myciu wężem technicznym (b.duże ciśnienie) określonego obszaru (bardzo dużo do zrobienia jak na 8h/dziennie) hali produkcyjnej. Przy wejściu zastajemy stan po produkcji - tłusto, pełno kawałków mięsa pouczepianych w elementy linii produkcyjnej (taśmy, stelaże, maszyny, piły, noże mechaniczne, stoły, podłoga, słupy, włączniki). Mamy doprowadzić to do czystości "mikrobiologicznej". Mycie dzieli się zwyczajowo na min. 4 etapy. Mycie wstępne, położenie środka chemicznego (piana), płukanie, dezynfekcja. Po wszystkim możliwe aż 2 kontrole czystości, bywa, że pobierają próbki, sprawdzają czy "nic się nie wyhoduje" z wymazów.
Moja opinia: Praca bardzo ciężka, harówa fizyczna - 8 h. nonstop (z wyjątkiem przerwy na posiłek - max. 15-20 min.), ogromna presja czasu, pomimo ubrania roboczego (słaba jakość) człowiek cały mokry (łącznie z bielizną), ręce (szczególnie prawa) strasznie nadwyrężone. W powietrzu unosi się para (myjemy gorącą wodą), podczas nakładania chemii trzeba bardzo uważać, żeby środek nie przedostał się bezpośrednio do oczu, na skórę - powoduje poparzenia. Po kilku dniach na ciele pojawiają się dziwne wysypki, plamy na skórze. Owszem otrzymujemy okulary ochronne i maskę, ale w takich warunkach nie ma możliwości ich używać (okulary parują a maska - ciężko oddychać).
To praca dla osób sprawnych fizycznie, zdeterminowanych, cierpliwych, wytrzymałych psychicznie i godzących się na niską zapłatę za tak ciężka pracę (brutto 8 zł/h to netto na rękę ok. 6 zł/h). Stawka dzienna ok. 50 zł. Według mnie to znacznie za mało za taką harówkę w takich ciężkich warunkach z takim ryzykiem wypadkowym (poparzenia chemią, okaleczenia: o ostre noże, ciężkie maszyny, ruchome elementy, taśmy - mnóstwo wypadków). Na dodatek na umowę zlecenie - taka stawka to wielka pomyłka.
Umowa, którą podpisujemy to wielka niewiadoma: nie ma wpisanej stawki za godzinę, firma X z drugiego końca Polski, miejsce pracy w umowie: brak, czas pracy: brak. Domyślam się, że obawiają się, że ta umowa-zlecenie nie do końca kwalifikuje przy takim zatrudnieniu, ale to już sprawa PIP nie moja. Skupiam się na naszej sytuacji a nie aspektach prawnych :) Ogólnie w razie wypadku nie mamy nic, ponieważ w treści otrzymanej gotowej umowy jest zawarte stwierdzenie, iż dobrowolnie zrzekamy się "dobrowolnego ubezpieczenia chorobowego" (koszt ok. 25-40 zł/mies.), więc w przypadku zwolnienia lekarskiego, leczenia szpitalnego itp. nie mamy nic. Pracodawca w tym przypadku zadbał o to aby pracownicy nie chodzili na zwolnienia lekarskie i nie ulegali wypadkom :). W razie nieszczęśliwego zdarzenia, wypadku z pewnością nie otrzymamy nic ani też odszkodowania bo przecież "mieliśmy" szkolenie BHP i na stanowisku pracy (podpisujemy stertę oświadczeń bo nie mamy innego wyjścia). Warto ubezpieczyć się indywidualnie od wypadków, ale przy takich zarobkach to się chyba nie opłaca :)
Posiłek w pracy: jest. Byle jak, byle co i byle gdzie ale jest.
Atmosfera w pracy: smutne, szare, zrezygnowane i zmęczone twarze współpracowników, "krwawo-mięsne" widoki, unoszący się odór da się znieść. Kadra kierownicza, brygadziści, administracja: nie czarują, ostrzegają o możliwych niebezpieczeństwach, kontrolują i jak trzeba "opieprzają".
Podsumowanie:
Duża rotacja pracowników (wypadki, urazy, ludzie rezygnują, nie wytrzymują fizycznie, problemy zdrowotne). Cykliczne i częste nabory do pracy o czymś świadczą. Owszem są jednostki (nieliczne osoby - może kilka), które przyzwyczaiły się i pracują kilka lat. Baaa nawet są takie, które doczekały się umowy o pracę (po roku, dwóch latach umowy zlecenia) i pracują po kilka, kilkanaście lat. Gratuluję im takiego końskiego zdrowia i wytrzymałości.