Ilonka 711.02.2013 13:19
Inne
Nie wiem, co ostatnio dzieje się w księgarni Matras w Galerii Krakowskiej. Jestem stałą klientką od lat i wydaję dość sporo pieniędzy na książki. Znajome i przyjazne twarze kompetentnych pracowniczek zniknęły. W drzwiach od paru tygodni stoi Pani (krótkie włosy, jest chyba nowa bo nie widywałam jej wcześniej). Atakuje swoim sztucznym uśmiechem już od drzwi. Jak mi się wydaje, wiem na temat książek więcej niż Ona. Nie potrafi odpowiedzieć na żadne pytania dotyczące autorów czy książek - Cytat: Polecam pani tę książkę. Ja: czytała Pani? Ona: Nie, ale tytuł sam mówi za siebie.
Może księgarnia zatrudnia kabareciarzy?
Jednego dnia książki są wystawione na półkach w jednym miejscu, na drugi dzień już gdzie indziej. Panie sprzedawczynie zaganiane przy bezsensownym przekładaniu książek, nie mają czasu zająć się klientem. Wydają się być dosyć spięte.
Apel do szefostwa: to nie supermarket, to księgarnia. I zmiany są bardzo dobre - ale na lepsze!