Czy tak wygląda „work-life balance” w nowoczesnej firmie? Do tej pory system pracy w naszych zespołach opierał się na dłuższych, 10–12 godzinnych zmianach. Taki system odpowiadał zdecydowanej większości pracowników. Dzięki temu, mimo dłuższego dnia pracy, mieliśmy więcej dni wolnych, co pozwalało normalnie zaplanować życie prywatne — opiekę nad dziećmi, szkołę i zajęcia pozalekcyjne, wizyty, sprawy urzędowe, odpoczynek, rozwój czy realizowanie własnych pasji. Teraz firma postanowiła wprowadzić tzw. pracę kaskadową, w ramach której pracownicy mają pojawiać się w pracy praktycznie codziennie, często na 6, 7, 8 czy 10 godzin, również w soboty. Przykładowo zmiana 14:00–20:00 oznacza, że pracownik jest praktycznie wyłączony z życia rodzinnego w godzinach popołudniowych, a jednocześnie pracuje tylko kilka godzin. Dla rodzica oznacza to dodatkowe komplikacje w organizacji życia z dziećmi. Dla osoby dojeżdżającej 30–40 minut w jedną stronę oznacza natomiast konieczność ponoszenia kosztów dojazdu tylko po to, żeby przepracować 6 godzin. Co więcej, przy obecnym natężeniu ruchu w sklepie zdarzają się sytuacje, w których na zmianie jest więcej doradców niż klientów. Nie zgadzamy się na taki sposób organizacji pracy. Nie chodzi o niechęć do pracy. Chodzi o to, że dotychczasowy system pozwalał nam znacznie lepiej łączyć pracę z życiem prywatnym. Zmiana systemu nie poprawia naszej sytuacji — przeciwnie, zabiera nam dni wolne, zwiększa liczbę dojazdów i utrudnia planowanie życia rodzinnego. Gdzie tu jakas równowaga między życiem zawodowym a prywatnym? Dlaczego pracownicy na sklepach mają ponosić koszt organizacyjnych eksperymentów i być dyspozycyjni praktycznie każdego dnia? Chcemy pracować, ale chcemy również normalnie żyć. Oczekujemy, że głos pracowników zostanie potraktowany poważnie. Dobra organizacja pracy powinna uwzględniać nie tylko potrzeby firmy, ale również ludzi, którzy tę firmę każdego dnia tworzą.