Nie wiem właśnie co o nich myśleć. Dostałem ofertę pracy to zadzwoniłem i kilka rzeczy mi się nie podoba. Po pierwsze mam być z całą masą dokumentów w biurze w Trzebnicy. Przed tym muszę mieć zaświadczenie o zameldowaniu w Polsce. Dowód posiadania konta bankowego i świadectwo ze szkoły i zaświadczenie o niekaralności. To już wychodzi, że muszę na to poświęcić dużo czasu i pieniędzy.
Jakoś przez inne agencje to nie musiałem ani zaświadczenia o niekaralności ani też o zameldowaniu i nie musiałem jechać do biura, w końcu żyjemy w dobie elektroniki i informatyki. Dokumenty można skanować a rozmowy przeprowadzać telefonicznie..
Więc wysypałbym się z pieniędzy, zrobił cały dzień poświęcony na formalności i zbieranie papierków, całodniowy wyjazd do Trzebnicy i z powrotem z przesiadką we Wrocławiu, kolejki w sądzie i w urzędzie miasta..
Dodatkowo lepsze są te agencje dzięki którym się jeździ na rowerze i nic za to nie płaci..
Jeśli będę mieszkał na jakimś zadupiu to mam chodzić po kilka kilometrów tam i z powrotem po zakupy?
Do tego ubezpieczenie, zakwaterowanie i transport wychodzą drożej niż w innych agencjach.
Pytałem też czy na pewno będę miał pracę i czy nie grozi mi siedzenie w domku i czekanie na pracę. To się dowiedziałem, że jak ktoś jest potrzebny na konkretne stanowisko, np na róże, to ma tę pracę na stałe ale jest u nich w normie zbieranie też skoczków. Czyli ludzi co pójdą 2 razy w tygodniu do pracy, potem posiedzą, potem znowu jakieś dni w innej firmie. Więc radzę każdemu pytać czy na stałą ofertę do konkretnej firmy z konkretną dużą liczbą godzin czy po to by pracować malo i żyć w nędzy ;)
Jak by była firma co dużo godzin daje, np na szklarniach często jest 6 lub 7 dni w tygodniu, to może być spoko, bo to wyrówna straty na wysokiej cenie zakwaterowania i dojazdów.
Jak ktoś tam jest kierowcą to ponoć nic nie płaci za transport ale pozostali aż 24 euro tygodniowo. To mi się nie podoba. W jednej agencji miałem jako transport rower za zero tygodniowo a w innej za 2 euro tygodniowo. I wyjeżdżać gdy się chce, jeździć sobie do sklepu, w weekend dojechać do najlbiższego przystanku a potem do Amsterdamu czy Hagi czy Brukseli zamiast się kisić w domu.
Bez roweru to mi się od razu źle kojarzy, tak jak kiedyś byłem przez najgorsze co może być czyli TNS. Jak potrzebowałem się dostać do dużego miasta - Hertogenbosch to szedłem 8 km pieszo a potem wracałem..
A jak raz jechałem do Amsterdamu i najpierw szedłem pieszo do miasta, potem jechałem, potem chodziłem po Amsterdamie, potem wracałem do miasta i pieszo do domu, to 4 dni nogi bolały..
Niech ktoś napisze, czy tam gdzie się mieszka to jest miasto, wieś czy obozowisko w środku lasu?
No i jeszcze jak mi kobieta powiedziała, że po trzech tygoodniach dostaje się wypłatę, czyli w czwartym tygodniu, to żeby przeżyć, to trzeba wziąć ze 3 tyś złotych ze sobą.. Dziwne, że przez inne agencje dostaje się po pierwszym przepracowanym tygodniu. Tak było. Tydzień pracy, potem w poniedziałek wysyłane rozliczenie za ten miniony tydzień a w czwartek mogli robić już przelewy. To jest proste do zrobienia, dziwne że nie chcą. A jak po całym trudnym i oszczędnym pierwszym miesiącu pracy okaże się, że nie dostałem przelewu albo dostałem bardzo mały...? Dziwna firma..