Była pracownica13.01.2025 09:10
Były pracownik
Rok temu mieliśmy nieprzyjemność pracować w tym (usunięte przez administratora)jako zakładnicy bispola. Główne problemy podczas wyjazdu z nimi na pieczarki to:
- mieszkanie w 6 osób w domku czteroosobowym, co przełożyło się na to, że 2 osoby musiały spać w salonie, który był jednym pomieszczeniem z ogólnodostępną kuchnią dla wszystkich lokatorów - po zjednoczeniu się całej grupy i wyrażeniu sprzeciwu co do zaistniałej sytuacji zostało to rozwiązane jednak musieliśmy płacić większy czynsz za mieszkanie niż początkowo zakładano
- brak pralki - tylko płatna 5€ za pranie lecz nie zawsze działająca
- informacje podawane przez agencję przed wyjazdem nie pokrywały się z rzeczywistością - po przyjeździe okazało się, że nie mamy czym dojeżdżać do pracy i dopiero w pierwszym dniu pracy pracownicy osobiście musieli pojechać do wypożyczalni wynająć samochód - 1 bus 9-osobowy na grupę 18 ludzi. Pewnie jesteście ciekawi jak (usunięte przez administratora)to rozwiązali? Ano tak że pierwsza połowa grupy jeździła na 1. zmianę, po czym wracała przykładowo o 15:10 i oddawała busa drugiej połowie grupy, która pędziła na 2. zmianę zawsze spóźniając się bo według grafiku powinna zaczynać pracę o 15:00 co początkowo wzbudziło pretensje u przełożonych w firmie ale po uzasadnieniu spóźniania się zostało to z trudem zaakceptowane
- brak komunikacji na miejscu pracy, mimo że miała ona nie wymagać znajomości języka przez co po 2 tygodniach z grupy 18 osób połowa została wyrzucona na bruk i zmuszona do wyjazdu do Polski, ponieważ szef nie był z nich zadowolony a jak się później okazało się, że osobom tym nie zostało dobrze wytłumaczone co dokładnie i jak w ogóle mają robić, ponieważ nikt nie każdy jest w stanie zrozumieć język migowy gdy ktoś nieudolnie próbuje coś wytłumaczyć nie znając języka obcego
- krętactwo agencji i dbanie tylko o własny interes - mieliśmy "szczęście" zostać w tej grupie, której nie wyrzucono od razu - po wyjeździe połowy osób okazało się, że bus, którym dojeżdżaliśmy do pracy mamy tankować sami na własny koszt o czym nie było mowy przed wyjazdem do Francji - dodatkowo agencja twierdziła, że to jest kara, ponieważ pracownicy korzystali nadprogramowo z użyczonego samochodu, zarzucono nam, że robimy sobie wycieczki co rozzłościło szefa i za karę będzie nam odebrany bus a będziemy musieli jeździć rowerami. Jak się później okazało agencja nie miała nawet pojęcia, że bus jaki mieliśmy do dyspozycji był z wypożyczalni a nie należał do pracodawcy. Przy całym zamieszaniu pracodawca zwołał spotkanie z nami i postawił ultimatum albo godzimy się na rowery albo wracamy do domu i przy okazji zalecił nie kontaktować się z agencją w razie problemów, bo robią oni więcej zamieszania niż pożytku
- brak jakiegokolwiek szacunku ze strony pracodawcy - pewnej w niedzieli pracowaliśmy na zmianie popołudniowej kończąc pracę o 1:30 w czasie gdy byliśmy w pracy tego dnia szef ułożył grafik według którego nasza brygada miała zacząć pracę w poniedziałek o godzinie 5:00! Jako, że dowiedzieliśmy się o tym dopiero w czasie przerwy w pracy ok. godz. 20:00 od razu zgłosiliśmy to komuś aby coś z tym zrobił ponieważ nie jesteśmy w stanie zacząć pracę o tej godzinie mając tylko 3,5 h przerwy między zmianami. Pracodawca stwierdził wtedy, że jeśli ktoś chce to może przyjść - chora sytuacja - nigdy nie zapomnę jednej Ukrainki, która zapytana o to czy przyjdzie do pracy o takiej porze roześmiała się i odpowiedziała, że oczywiście i że nawet nie opłaca się jej wracać do domu.. zatkało nas
Inna sytuacja: dostaliśmy grafik według, którego w określonym dniu mieliśmy mieć dzień wolny po 5 dniach pracy, więc mieliśmy zaplanowane zajęcia związane ze zrobieniem porządków,prania, zakupów itp. po czym w dniu poprzedzającym dzień wolny ok. godziny 19 dostajemy wiadomość na whatsappie z nowym grafikiem według którego mamy pojawić się w pracy następnego ranka - kto potrafił zachować wtedy własną godność nie uległ i został w domu, ponieważ nie można w ten sposób dawać sobą pomiatać byli w naszej grupie jednak i takie "poleczki" które z językiem na brodzie popędziły do pracy gdy tylko usłyszały telefon od szefa
- po 2,5 miesiącach pracy w tym cyrku w końcu udało nam się rozszyfrować zagadkowe potrącenia na paskach od wypłaty - okazało się, że za mieszkanie mieliśmy potrącane więcej niż deklarowano u niektórych osób były to różnice 50€ a u niektórych nawet 100€
Gdy mieliśmy przedłużać umowę na czas do końca czerwca 2024 w grupie 5 osób postawiliśmy sprawę jasno - albo dostaniemy pisemną gwarancję zwrotu pieniędzy, które zostały nam ukradzione albo nie podpiszemy umowy. Wtedy czara goryczy została przepełniona, a przedstawicielki firmy, z którymi rozmawialiśmy (po angielsku mając za tłumacza jakiegoś mechanika) dostały palpitacji. Musiały pobiec do szefa, który nie miał już odwagi przyjść i porozmawiać z nami osobiście i przekazały nam informację od niego, że cały czas są z nami jakieś problemy i nie chce przedłużyć nam umów a skradzione pieniądze zostaną nam zwrócone.
To najistotniejsze informacje o pracy z bispol