anonim16.02.2011 23:02
Inne
Anonim - 2011-02-15 22:31:19
Centrostal... u niekórych ludzi ta nazwa wzbudza respekt i szacunek, wyobrażenie o wielkiej korporacji z silnie ugruntowaną pozycją na rynku stali w Polsce . Jak się jednak okazuje rzeczywistość jest dużo inna a człowiek będący w tej firmie widzi od środka zupełnie co innego. Nie pracuję w Centrostalu już blisko trzy lata, ale widzę, że ludzie tu piszący mają teraz takie same problemy jak ja 3 lata temu.
Centrostal Bydgoski oprócz wad ma też i zalety, do których śmiało można zaliczyć wypłatę w terminie i sporo szkoleń (średnio co kwartał się coś trafiało – szkolenia branżowe, sprzedażowe, windykacyjne etc).
Nie ma jednak róży bez kolców jest tam też sporo i to dosyć istotnych wad. Wypłaty nie są za wysokie, a progi do zrobienia i otrzymania premii są nie z tej ziemi. Poza tym wzór na wyliczenie sobie premii był taki, że nikt nie widział o co w nim chodzi. Układał go chyba profesor statystyki, a poprawne wyliczenie należnej sobie premii było podobne do obrony doktoratu z matematyki przez laika humaniste…
Firma nie liczy się w ogóle z pracownikami. Każdy, nawet najlepszy pracownik nie zna ani dnia ani godziny kiedy może usłyszeć od przełożonego „do widzenia”. Dziś jesteś, jutro cię nie ma. I nie ma to znaczenia czy masz umowę na rok, dziesięć lat czy na czas nieokreślony. Pracując w centrostalu trzeba być świadomym, że to śliski grunt, bardziej śliski niż Wielka Krokwia.
Sposób w jaki zwalniają pracowników powinien być wpisany do księgi guinessa pod względem chamstwa i prostoty. Bo jak inaczej można nazwać zwolnienie pracownika (kierownika całego działu), który pracował kilkanaście lat, poświęcał się firmie, trzymał dział w dobrej kondycji, w sposób taki, że dyrektor woła go do siebie na dwa słowa, w między czasie do pokoju pracownika przychodzą ludzie dyrektora bądź prezesa, opędzlowywują cały pokój (z komputera, telefonu), kierownik na górze dowiaduje się, że jest zwolniony, wraca do pokoju a tam nic nie ma… wszystko co było na kompie (służbowe czy prywatne dane) przepadły… można zabrać teczkę i iść do domu… trochę to nie fair. I nie ma znaczenia czy pracujesz rok czy kilkanaście lat tego typu zwolnienie jest codziennością w centrostalu. Nie raz się z tym spotkałem.
Druga sprawa, jak dobrze ktoś tu napisał, wieczne wypełnianie tabelek, badanie rynku etc. Co z tego, że handlowcy mówią co trzeba zrobić aby sprzedać danemu klientowi towar, kierownictwo tego nie pojmuje, każe liczyć, wyliczać i myśli że na tym zarobi pieniadze.
Po trzecie, samochód służbowy nie jest w ogóle do użytku prywatnego (to normalne i nie ma co się czepiać), ale jak nie wpiszesz w karte wszystkich ulic gdzie jeździłeś to licz się z tym, że dostaniesz fakturę do opłacenia za kilometry prywatne… a stawka za kilometr wynosi 1 zł (podobnie do taksówki) niech każdy też wie, że samochody mimo tego iż posiadają ubez. AC to za nawet najmniejszą stłuczkę i tak zapłaci kierowca, jak nie to siądą na wypłatę i zdjemą… nie każdy pracownik to widział, bo nie każdemu przekazywał to jego kierownik i nie każdy miał czas na czytanie regulaminu korzytystania z samochodu służbowego/
Swego czasu w centrostalu była firma Impast, później Benefactor - spece, którzy mieli pokazać jak ruszyć tą zgniłą od środka firmę. Benefactor siedział podobno ponad dwa lata, brał niezła kasę (jeździł samochodami centrostalu, czego pracownicy nie mogli) a jak widzę żadnego to efektu nie przyniosło. Tabelki, kostki sprzedażowe etc, wieczne wypełnianie, a sprzedaż zamiast rosnąć to spadała.
Zresztą jak widać, że dwuletni pracownik w centrostalu to stary pracownik a średni okres pracy to jeden rok, to dużo świadczy nie o ludziach a o tej firmie, to z nią coś jest nie tak a nie z pracownikami.
Nazwa centrostal tylko u ludzi spoza branży budzi szacunek, bo ten kto tu siedzi wie co to za gracz na rynku, i na co go stać. Jak klient ma traktować firmę poważnie skoro średnio co roku kto inny go odwiedza? Za kolejnym razem z rzędu nie będzie chciał już z nową osobą rozmawiać i zapomnieć można o jakiejkolwiek sprzedaży do niego.
Ta firma od środka pęka jak mydlana bańka… Szkoda bo tradycję ma długą i mogłaby być potentatem na rynku w Polsce a tak udział w rynku zamiast rosnąć to systematycznie maleje a z tego co tu czytam to są domniemania, że jest wniosek o upadłość…
Poniekąd się zgodzę- Benefactor nie wniósł prawie nic, za to kosztowali sporo. Bo ich propzycje bylły owszem, słuszne, ale w nowoczesnym handlu. Handel stalą wymaga bardziej indywidualnego podejścia i nie można go ustawić tak, jak handlu w hipermarketach. Ale ich działania były niezłą przysłonką dla braków materiału i nieudolności ówczesnego dyrektora handlowego (kto zgadnie, kto nim był???) oraz prezesa, który lata świetności miał już za sobą. Pokazywano, że to ludzie są winni, niedouczeni, leniwi,