Witam drogich czytelników . Pracowałem 2,5 roku i odszedłem bo pracy w kołchozie nie zniosłem.
Trzeba bardzo uważać co się komu mówi bo konfidentów jak rosy po deszczu szacuje tak 2 na 5 może 6 donosi brygadziście / mistrzom . Nawet na prywatne rozmowy dotyczące życia po pracy nie można pogadać bo po 2 godzinach wszyscy wiedzą. Kiedyś mój brygadzista zakazał nam rozmawiać tylko pracować(w pracy tez trzeba chociażby o obowiązkach) .Jeśli chodzi o podwyżki największa wartością jest właśnie donoszenie na innych pracowników nawet wyjść na kibel niemożna żęby się przełożeni nie dowiedzieli.
Są pracownicy co niechodząca na zwolnienia przychodzą jak jest potrzeba w weekendy do pracy i podwyżek 2 lata nie mają. A są tacy co chodzą , w weekendy jak im pasuje i czy im się chce , kombinują żeby się nie narobić w robocie(bumelują ile się da ) I potrafią nawet do 4 razy w roku podwyżkę dostać. I najlepsze jest to że z tej radości niemnogą się powstrzymać i pochwalić się jaką mają stawkę. Takie downy pracują ale pracują i podwyżki mają, donoszą to mają.
Ja rozumiem żeby władza rządziła musi wiedzieć i ze niema zakładów bez konfidentów no ale w presglasie to jest przesada już druga SOLIDARNOŚĆ można zakładać. Związki zawodowe niepotrzebne bo tajniaków co donosić nawet nie potrafią żeby się inni nie dowiedzieli jest jak grzybów po deszczu.
Kariere też robi się na donoszeniu zresztą widać to po przełożonych.
Praca w sezonie 7 dni w tygodniu (6 dni obowiązkowe).
Większość pracy na zakładzie polega na dźwiganiu/ niektórzy pracownicy po 2 latach pracy już po operacjach przepukliny są.
Ogólnie jeśli ktoś lubi donosić to sobie znajdzie miejsce w firmie . No chyba że komuś nie zalezy na kontaktach międzyludzkich jak jakieś odludki i potrafią przytakiwać a w myślach myśleć że ja tu tylko 8 godzin i do domu to tez jakoś da rade.