Postawa i kultura osobista pielęgniarek pozostawia wiele do życzenia. Trafiłam do szpitala z przypadkiem ciężkiej depresji. Chciałam skontaktować się z rzecznikiem praw pacjenta, bo nie pozwolono mi wyjść na własne żądanie pomimo tego, że trafiłam do szpitala na własne żądanie.
Kiedy usłyszała o tym pielęgniarka wmawiała mi, że mogę mieć autyzm, bo nie miałam wielu znajomych na oddziale.
oczekiwanie, że grupa obcych sobie ludzi nagle nawiąże ze sobą głęboką więź i będzie najlepszymi przyjaciółmi jest conajmniej dziwne, bo nie przyjechałam do tego szpitala towarzysko tylko po to żeby uzyskać pomoc, a osób z którymi trafiłam na oddział po prostu po ludzku nie lubiłam, bo były wredne, więc miałam prawo trzymać od nich dystans.
Poza tym takie diagnozy może stawiać tylko psychiatra. Pielęgniarka ma wykonywać swoje inne zadania, bo nie jest psychiatrą, a ja wyszłam ze szpitala z inną diagnozą, bo oczywiście nie miałam i nie mam autyzmu.
Kiedy mówiłam, że nie mam poza depresją problemów psychicznych ta sama pielęgniarka z którą rozmawiałam pierwszy raz w życiu zapytała się mnie: „To dlaczego nie chodzisz na imprezy jak inni ludzie?” Jeżeli kryterium zdrowia psychicznego jest dla niej to, czy ktoś jest typem imprezowicza, czy nie to powodzenia, ale ma płytkie i niedojrzałe pojmowanie świata abstrahując już od tego, że nie miała prawa wiedzieć, czy na imprezy chodzę, czy nie, bo mnie nie znała.
najprawdopodobniej pomimo wykształcenia nie spotkała się nigdy z terminem introwersji.
Ogólnie kobieta zobaczyła mnie pierwszy raz na oczy w życiu, a już miała wyrobione o mnie zdanie i diagnozowała mnie bezpodstawnie.
Wmawiano mi też, że to, że nie trzymam porządku na swojej sali jest kryterium mojego braku zdrowia psychicznego. To było wyznacznikiem jedynie tego, że nie chciało mi się sprzątać.
Oczywiście mówiły to pielęgniarki, a nie psychiatrzy, bo gdyby takie zdanie padło z ust psychiatry to byłby cyrk na kółkach, pseudonauka i fantasmagoria.
Facet pracujący na kuchni zwyzywał mnie wrzeszcząc od „głupich (usunięte przez administratora) bo moi krewni przekroczyli czas odwiedzin o kilka minut.
Reakcja pielęgniarek, którym się na niego poskarżyłam to: „ojej” kiedy osoba o takim nastawieniu nie powinna w ogóle pracować w szpitalu i powinna utracić stanowisko.
Pielęgniarki stanowczo miały problemy z samokontrolą. Kiedy ktoś podchodził do nich z pytaniem wrzeszczały. Wystarczyło powiedzieć „nie teraz”, „jestem zajęta”, „jestem od innych zadań”. Dosłownie cokolwiek zamiast wrzeszczenia na pacjenta. Przepisano mi leki po których dostałam ataku padaczki.
Na sam koniec w epikryzie mam napisane, że miałam urojenia otrucia, bo nie jadłam jedzenia szpitalnego, kiedy nie jadłam go, bo mi nie smakowało i rodzina dowoziła mi domowe, żeby dało się jeść i każdy kto był w polskim szpitalu psychiatrycznym lub jakimkolwiek innym wie, że jedzenie w nich nie jest najlepsze.
Ani razu nie padło z moich ust zdanie, że szpital próbuje mnie otruć, więc nie mieli podstaw do tego żeby spekulować ani konfabulować o moich problemach ze spożywaniem pokarmu.